Rozmowa z profesorem Tadeuszem Gałkowskim, 
przewodniczącym Rady Naukowej przy ZG PZG 

 

Posiedzenie 
Rady Naukowej PZG 
(październik 1998)

 

 

Nowy Świat Ciszy: Panie profesorze, jak to się stało, że zainteresował się pan problemami niesłyszących?


Tadeusz Gałkowski: To długa historia.W 1956 roku podjąłem pracę w przychodni foniatrycznej w Lublinie. Tam często spotykałem niesłyszące dzieci. Jedno z pierwszych zdjęć dotyczących mojej kariery zawodowej pokazuje, jak badam w lubelskiej przychodni za pomocą instrumentów perkusyjnych dziecko podejrzane o niedosłuch. Nie był to łatwy okres dla psychologa, gdyż psychologia nie cieszyła się wtedy uznaniem władz. Dopiero po 1956 roku zaczęto doceniać ich działalność. Podobny stosunek do psychologów był wtedy odczuwany również w poradniach logopedycznych. Po dwóch latach pracy w Lublinie przeniosłem się do Warszawy i rozpocząłem współpracę z prof. Mitrinowicz-Modrzejewską. W ciągu czterech następnych lat wykonałem wiele tysięcy badań słuchu. Takie były początki moich badań nad głuchotą.


NŚC: Jak pan ocenia obecny stan badań nad głuchotą?


T.G.: Od kilkunastu lat dokonuje się przewartościowanie naszego podejścia do głuchych. Obecnie poddajemy krytyce poglądy dominujące od czasów Kongresu Mediolańskiego w 1890 roku, a przede wszystkim takie sposoby podchodzenia do tych zagadnień, w których zakłada się, że słyszący wszystko wie lepiej niż głuchy. Dziś jesteśmy świadkami naprawdę głębokich przemian. Wśród nich są też zjawiska szokujące i kontrowersyjne, które często trudno właściwie ocenić. Powstająca przy tym wiedza ugruntowuje się w bardzo ostrych polemikach. Nadal walczą ze sobą dwa obozy - jeden, który reprezentują głównie lekarze, traktuje głuchotę jako problem przede wszystkim medyczny, drugi z kolei zwraca większą uwagę na aspekty psychologiczne, kulturowe i społeczne. Najbardziej znanym przedstawicielem tego drugiego obozu jest Harlan Lane, który naraża się swoimi wypowiedziami całemu środowisku medycznemu, występując przeciwko jednostronnemu podchodzeniu do problemu głuchoty. 


NŚC: Utrzymuje pan kontakty z badaczami zachodnimi, często też wyjeżdża pan do zachodnich ośrodków. Proszę powiedzieć, jak ten problem wygląda na zachodzie? Czy stanowisko Lane’a zdobywa tam uznanie?


T.G.: Takich jak on jest bardzo wielu. Sam Lane wyróżnia się może tym, że jest człowiekiem o benedyktyńskiej pracowitości i ogromnej wiedzy z różnych dziedzin, nie tylko psychologii i socjologii, ale również medycyny. Jest chyba paradoksem, że ten obrońca kultury głuchych dostarcza światu medycznemu wiele ciekawych wyników. A bierze się to stąd, że Lane prowadzi bardzo ciekawe badania również w zakresie neurofizjologii w Massachusetts Instytut of Technology, najlepszym ośrodku badawczym w Stanach Zjednoczonych. W swoim laboratorium pracuje między innymi nad badaniem skuteczności implantów ślimakowych u dorosłych. Lane bardzo ostro przeciwstawia się wszczepianiu implantów dzieciom, zwłaszcza dzieciom z wrodzoną głuchotą, ale popiera je w wypadku osób dorosłych. Jednocześnie podkreśla konieczność solidnych badań i sposobów ich weryfikowania, gdyż w naszej dziedzinie wyniki badań często przedstawiane są na zasadzie samospełniającej się przepowiedni. Często po prostu z góry się je zakłada i następnie robi się wszystko, by się sprawdziły. 
Wracając do pańskiego pytania, mógłbym odpowiedzieć tak: w świecie z jednej strony wzmacnia się środowisko głuchych z kulturową głuchotą, dochodzi ono do głosu i swoją tożsamość grupową mocno zaznacza, z drugiej zaś strony jest środowisko medyczne, które dzięki postępowi elektroniki, otochirurgii, psychoakustyki dokonuje wręcz cudów w zakresie protetyki i wczesnego wykrywania wad słuchu. Przewiduję, że w niedalekiej przyszłości, być może w ciągu najbliższych 10 lat, te dwa obozy się do siebie zbliżą. Warunkiem jest tu jednak wzajemne zaufanie i szacunek.


NŚC: Czy przejawy tego pojednania są już widoczne na zachodzie?


T.G.: Trudno mi powiedzieć, nie dokonywałem w tym zakresie żadnych specjalnych obserwacji. Na podstawie osobistych rozmów i lektur zagranicznych czasopism mogę powiedzieć, że rysują się już szanse na pojednanie. Wszystko zależy od tego, jak poważnie badacze będą traktowali swoje zadania. Jeśli nadal będą tutaj dominowały emocje, tak jak na przykład w sporze o oralizm, to pojednanie będzie na pewno trudniejsze. Myślę, że również w Polsce rysuje się szansa na złagodzenie sporów. Przykładem tego może być zwrócenie uwagi w programie rządowym, dotyczącym ochrony słuchu w Polsce, na rolę języka migowego. Jeszcze nie tak dawno trudno było do tego przekonać Ministerstwo Zdrowia. Być może u nas, tak jak we Francji, komisja etyki lekarskiej powinna orzec, że dzieci implantowane należy rehabilitować również poprzez naukę języka migowego. 


NŚC: Panie profesorze, jaką rolę mogą tu odegrać głusi?


T.G.: Ogromną! Zwłaszcza poprzez rozwój swoich zdolności poznawczych i podnoszenie poziomu funkcjonowania kulturalnego i społecznego. Będąc niedawno w Anglii, miałem okazję kontaktowania się z głuchymi wykładowcami akademickimi, którzy prowadzą zajęcia w języku migowym. Poziom tych zajęć był naprawdę wysoki, a ich treść zawierała trudne i abstrakcyjne zagadnienia. Te osoby tworzą elitę. Powinniśmy pomóc w kształtowaniu takiej elity 
w Polsce, gdyż za jej pośrednictwem głusi mogliby przekonać słyszących, nawet profesorów medycyny z dużym autorytetem, do wielu swych racji, a przede wszystkim do tego, że głuchych stać na to, by stali się partnerami. Dlatego wśród głuchych należy rozwijać czytelnictwo i uczyć ich języków obcych. Przykładem niech tu będzie działalność dra Stanisława Siła-Nowickiego, niesłyszącego przecież, w zakresie uczenia głuchych języka angielskiego. Chcemy niebawem wydać książkę o jego osiągnięciach, ale jak zwykle brakuje na to pieniędzy.


NŚC: Chyba brakuje w ogóle instytucji, która mogłaby zająć się takimi inicjatywami wydawniczymi. O głuchych ukazuje się niewiele książek. Nic dziwnego, że stanowią dla wielu tajemnicę. W redakcji „Nowego Świata Ciszy” myślimy o rozszerzeniu naszej działalności właśnie o publikacje książkowe.


T.G.: Moim zdaniem powinien tu pomóc PFRON. Ten typ działalności jest nie mniej ważny niż budowanie ośrodków, niż wyposażanie w aparaturę. Rehabilitacji nie można ograniczać do rehabilitacji zawodowej. Jeżeli chcemy pomóc niepełnosprawnym, musimy zaczynać od wczesnej profilaktyki również w zakresie rehabilitacji społecznej. Za mało się u nas myśli o dzieciach niepełnosprawnych, a przecież gdy je zaniedbamy, to zwiększymy liczbę niepełnosprawnych dorosłych. 


NŚC: Utrzymuje pan kontakty z panią Bouvet z Francji, która z powodzeniem promuje dwujęzyczność w kształceniu głuchych. Jak to wygląda w praktyce?


T.G.: W ośrodku pani Bouvet byłem w lecie z dyrektorem Instytutu Głuchoniemych, Tadeuszem Adamcem. Obecnie pracuje się tam nad analizą języka niesłyszących. Są to badania nad interakcjami komunikacyjnymi przede wszystkim u głuchych dzieci, ale też u dorosłych, za pomocą specyficznego sposobu rejestrowania wypowiedzi na kasecie wideo i następnie analizowania wielu aspektów tych wypowiedzi, nie tylko samych znaków, ale również mimiki, której w polskich badaniach się nie docenia. Mowa ciała, język oczu, mimika twarzy wskazująca na określone emocje, są ważnym elementem wypowiedzi w języku migowym. Jest to też ciekawe zagadnienie dla psychologów. Efekty tych badań można zobaczyć na przygotowanej w lyońskim ośrodku płycie CD, zawierającej komputerową analizę języka migowego. Z dyrektorem Adamcem myślimy o stworzeniu podobnej płyty CD przedstawiającej polski język migowy. 


NŚC: Czy badania różnych zjawisk związanych z głuchotą, jak na przykład te prowadzone nad językiem migowym, służą tylko poznaniu głuchych, czy też mogą zwiększyć naszą wiedzę o człowieku w ogóle? Co może pan o tym powiedzieć jako psycholog, naukowiec?


T.G.: To bardzo ważne zagadnienie. Ciągle pytamy o to, co my możemy dać głuchym, a rzadko pytamy, co głusi nam mogą dać. Myślę, że badania nad głuchotą i jej konsekwencjami wzbogacają naszą ogólną wiedzę o człowieku. Pyta się pan o badania nad językiem. Język i komunikacja zawierają najwięcej możliwości wzajemnego wzbogacania się ludzi, ale jednocześnie kryją ryzyko straty osobistej czy kulturowej, szczególnie wtedy, gdy język źle wykorzystujemy. To, że często ludzie słyszący nie potrafią się porozumieć, jest spowodowane brakiem wspólnego języka i woli komunikacji. Głusi mogą nas tutaj wiele nauczyć, chociażby odczytywania stanów emocjonalnych rozmówcy i otwartości w rozmowie. Szczególnie podczas spotkań na różnych kongresach międzynarodowych widać, jak głusi lgną do siebie, jak bardzo chcą się ze sobą porozumieć mimo różnic językowych i kulturowych.
NŚC: Czy wobec tego nie zgadza się pan z poglądem, że głusi dążą do zamknięcia się we własnym środowisku, że tworzą, jak to się brzydko mówi, „getto głuchych”? Z tego, co pan powiedział wynika, że głusi są otwarci na komunikację, co przecież przeczy tym poglądom. 
T.G.: Są otwarci, ale ujemne doświadczenia w komunikowaniu się ze słyszącymi powodują, że zamykają się w sobie. 


NŚC: Dziękujemy za rozmowę.

(rozmowę przeprowadziliśmy w październiku 1998 roku)

 

 


PZG.ORG.PL | Działalność PZG | Placówki PZG | Prezydium ZGPZG | Komisje | About PZG |Świat Ciszy InformacjeKulturaTechnika | Opinie | Język migowy | Historia | Prawo | Media i linki | Archiwum | Galeria | Malarstwo | Fotografia | Rzeźba | Grafika komputerowa | | Forum | Ogłoszenia | Wideokonferencja | Księga gości | Kontakt


Polski Związek Głuchych 1999-2007 Wszelkie prawa zastrzeżone, wykorzystywanie jakichkolwiek elementów strony bez zezwolenia autorów jest zabronione. Najlepiej oglądać w Microsoft Internet Explorer >4.0, w rozdzielczości > 800/600.