W cichym zakątku przy ul. Chełmońskiego 5 w Łebie stoi piękny dom PZG. Podwórko z zieloną trawką, ocienione drzewami, zaprasza do odpoczynku. Kołujące w powietrzu mewy nawołują przybyszów: "Idźcie na plażę, jest tak blisko, trzeba tylko przeciąć ulicę i las..." Ale słońce praży, plecy są spalone, skóra piecze... Młodzi ludzie siadają więc na ławce koło domu i uczą się... Kim oni są i po co tu przyjechali? Magda, Kinga, Mateusz, Szymon są uczniami Liceum dla Niesłyszących przy ul. Łuckiej w Warszawie. Wszyscy z wyjątkiem trzecioklasisty Szymka przygotowują się do matury. Są osobami głuchymi. Porozumiewają się między sobą w naturalnym języku migowym. Obok nich siedzą słyszący studenci polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego: Danuta, Karolina, Ola, Kajka, Maciek i Tomek. Pomaga im Hania - tłumaczka, słysząca córka głuchych rodziców. Jakby nieco z boku przygląda się młodym językoznawcom Grzegorz - nauczyciel języka polskiego ze szkoły na Łuckiej. Rozmawiam z nimi o języku migowym i o planach na przyszłość:

- To jest już wasz drugi obóz językowy. Czy te same osoby biorą w nim udział? Czym różni się ten obóz od ubiegłorocznego?

Maciek: W zasadzie skład grupy badawczej się nie zmienił poza kilkoma osobami. Ale tu jest za mało osób głuchych. To wielka szkoda. W zeszłym roku były jedynie zajęcia, polegające na wzajemnym uczeniu się języków: słyszący uczyli języka polskiego głuchych, a głusi uczyli słyszących migać. W tym roku oprócz nauki języków prowadzimy jeszcze dokładną analizę języka migowego.

Karolina: Na początku uczyliśmy się słówek w języku migowym. Ale to raczej nie zdało egzaminu. Nauka szła w las... po jakimś czasie zapominaliśmy poznane gesty.

Danuta: Teraz uczymy się inaczej, swobodnie, na luzie, przez rozmowę, przez tłumaczenie zdań polskich na język migowy. Lepiej zapamiętujemy znaki w kontekście, w określonym szyku, który jest zupełnie inny niż w polskiej gramatyce.

- Będziecie pisać prace magisterskie o języku migowym?

Danuta: Tak, właśnie po to tu przyjechaliśmy. Prof. Marek Świdziński marzy o tym, by naturalny język migowy zbadać i opisać w sposób naukowy. Ten język był dotychczas przemilczany i spychany na bok. Nie ma jeszcze publikacji naukowych na ten temat. Nie tylko w czasie wakacji, ale i przez cały rok spotykamy się z głuchymi uczniami. Temat mojej pracy brzmi: "Mimika i znaki manualne w języku migowym".

Karolina: Ja z kolei opracowuję "Szyk w zdaniu w języku migowym". Ten język, choć wydaje się prosty, jest skomplikowany. Ma on jakiś system, porządek, ale jeszcze nie wiemy jaki... Trudno go rozszyfrować, ale to nas pociąga...

- A później... czy będziecie chciały specjalizować się w języku migowym, np. jako tłumaczki albo nauczycielki języka polskiego w szkole dla głuchych?

Danuta: Hm... nie wiemy, ten język jest dla nas bardzo trudny. Może w przyszłości będziemy tłumaczami np. dla głuchych studentów... Ale już teraz widzimy, że to wymaga bardzo dużego nakładu pracy. Trzeba przez co najmniej kilka lat przebywać z głuchymi, żeby wejść w ich sposób myślenia, rozmawiania, rozumienia świata. My obecnie traktujemy to jako pewien etap badań, który będą kontynuować następni studenci -badacze.

- Jakie metody stosujecie, aby pomóc głuchym nauczyć się pisać po polsku?

Tomek: Wziąłem "Szkice węglem" Sienkiewicza. Ale Szymek uważa, że to jest nudne. Przeczytał tekst i napisał streszczenie. Poprawiam błędy gramatyczne, stylistyczne, a potem zamieniamy się rolami. Ja migam opowiadanie, a Szymek sprawdza moje migi.

Maciek: Wybrałem dla Mateusza "Dekameron"...

Mateusz: Podoba mi się, miłość..., ale trudny... Słowa dziwne, zdania trudne... Czytałem kilka razy i już lepiej rozumiem, ale nie wszystko...

Maciek: Wybierz z tekstu słowa, których nie rozumiesz... "Natchnąć?" Hm... jak to wytłumaczyć, jak to przemigać? - pyta. Chyba jako "dać pomysł, podać nową myśl"...

- Jak Magda i Kinga się uczą?

Karolina: Piszą również dłuższe teksty na wolne tematy. Albo wypełniają tzw. "dziurawce", wstawiając w puste miejsca słowa w odpowiedniej formie.

Danuta: Wybieramy też trudne słowa ze słownika, czytamy wyjaśnienie, układamy zdania z wyrazami, np. biurokracja, kontrowersja, opieszałość... Uczymy także tworzyć inne części mowy od danego słowa: np. od czasownika "tęsknić" należy napisać rzeczownik "tęsknota", przymiotnik "stęskniony", imiesłów "tęskniąc".

Kinga: Lubię pisać i uczyć się. Ale mam problemy z końcówkami. Znam dobrze przypadki, ale ciągle mi się one mylą. Lubię też czytać, ale w szkole podstawowej, w dzieciństwie prawie w ogóle nie czytałam. Wydaje mi się, że teraz jest za późno, żeby to nadrobić i ciągle będę robić jakieś błędy...

Magda: Chciałabym studiować, może psychologię... Pisałam wypracowanie: "Oceń postać z punktu widzenia psychologa". To nie takie proste. Danka wyjaśnia mi, że trzeba zadawać sobie pytanie, dlaczego tak, a nie inaczej bohater postąpił. Własna myśl, własne zdanie, własna analiza są ważne i w tym się ćwiczę. Też robię błędy. Ale marzę o studiach...

Karolina: Trzeba jednak zaznaczyć, że w stosunku do roku ubiegłego jest ogromny postęp w rozwoju języka polskiego u Kingi.

Danuta: Taka indywidualna praca z uczniami rzeczywiście daje efekty i jest przyjemna. Magda trochę słyszy przez aparat, choć głuchota w jej rodzinie istnieje już od trzeciego pokolenia. Zna więc dwa języki: naturalny migowy i polski.

Magda: Łatwiej mi mówić, jeżeli trzeba mówić, ale z pisaniem i gramatyką jeszcze ciągle mam kłopoty... - A teraz na odwrót: jak wygląda nauka języka migowego?

Karolina: Mamy przygotowane zdania, np. "Zwierzęta sprzątały, myły okna, wycierały kurz z mebli i odkurzały podłogę."

Kinga i Magda pokazują znaki: "Zwierzęta sprzątać, okno myć, kurz wycierać i podłoga odkurzać" Danuta: Już widać, że jest inny szyk w zdaniu, inna forma czasowników. Do tego dochodzi mimika... Wszystko jest przed nami, ale analiza długo trwa.

- Po południu macie analizę języka migowego...

Maciek: Puszczamy kasetę video z bajką o Czerwonym Kapturku. Piotr Tomaszewski z Instytutu Głuchoniemych w Warszawie przekazuje ją w języku migowym niezwykle sugestywnie, wyraźnie, wkładając w to dużo emocji. My próbujemy dostrzec i zrozumieć każdy, najmniejszy nawet gest. Przekładamy bajkę ustnie na język polski. Każdy znak migowy mamy zapisany dosłownie w języku polskim, a obok w nawiasie są zamieszczone opisy mimiki.

- Co jest najtrudniejsze w tej analizie?

Danuta: Nie wiemy, gdzie jest przerwa w wypowiedzi w języku migowym, gdzie postawić kropkę lub przecinek. Właśnie w tym bardzo nam pomagają Mateusz i Szymon. Tłumaczą nam, że ten znak migowy to właśnie przerwa i przejście do następnego akapitu. Ale to też jest niemały wysiłek, bo musimy kilka razy odtwarzać na video te same fragmenty, żeby wychwycić te przerwy i zrozumieć, o co chodzi.

- Widzę, że Hania wam w tym pomaga. Jak to jest z językiem migowym z twojego punktu widzenia i doświadczenia?

Hania: Mam głuchych rodziców. Oni mówią tylko w naturalnym języku migowym. Mają własny język, który jest językiem wyłącznie społeczności głuchych. Ten język się rozwija, bo głusi sami tworzą nowe migi na określenie czegoś, co jest dla nich nowe. Natomiast sztuczny język migany nie jest dla nich w 100% zrozumiały. Dlaczego? To jest tak, jakby ktoś mówił do Anglika, używając angielskich słów, ale w polskiej składni. Anglik tego nie zrozumie... Z głuchymi jest podobnie, tzn. znaki migowe, stosowane zgodnie z polską gramatyką, nie zawsze są dla nich jasne.

- Czy znasz osoby całkowicie głuche od urodzenia, które równocześnie mówią w języku migowym i poprawnie piszą po polsku?

Hania: - Mało jest takich osób. Znam np. głuchą studentkę, studiującą psychologię na prywatnej uczelni, której asystuje tłumacz.

- Jak myślisz, czy wprowadzenie dwujęzyczności w szkole dla głuchych jako metody nauczania pomogłoby im w nauce języka polskiego pisanego i mówionego?

Hania: Trudno mi powiedzieć. Prowadziłam lektorat naturalnego języka migowego dla nauczycieli i szło mi to z wielkimi oporami. Widziałam, że nauczycielom, przyzwyczajonym do sztucznego języka miganego, jest bardzo trudno przestawić się na język migowy. Było np. słowo „hydroskopijny”... Tłumaczyłam nauczycielom, że trzeba to przełożyć opisowo jako coś, co wchłania wodę, a nauczyciele twierdzili, że musi być w języku migowym jeden znak na takie określenie... Problem zaczyna się więc od tego, że najpierw nauczyciele musieliby zaakceptować język migowy i nauczyć się go, a dopiero później można by myśleć o dwujęzyczności w nauczaniu.

- Spotkałam się z opinią, że np. w Australii, jeżeli głuche dzieci idą do szkoły masowej, to kończą ją, co prawda, po wielkich bólach i trudach, ale potrafią w miarę możliwości czytać i pisać. Natomiast dzieci głuche, uczące się w szkołach dla głuchych, w których miga się w języku naturalnym, po jej ukończeniu prawie w ogóle nie umieją pisać...

Hania: Myślę, że to sprawa niewłaściwej metody nauczania, nieprawidłowego podejścia do głuchych dzieci... Grzegorz: Uważam, że język migowy nie przeszkadzałby w nauczeniu się języka polskiego przez głuchych. Chcę tu podkreślić dwie sprawy. Pierwsza: ważne jest to, aby dziecko głuche w wieku 3-4 lat znało przynajmniej jeden język. Jeżeli zna choćby ten język migowy, to potem łatwiej mu będzie się nauczyć języka polskiego jako obcego. Jeżeli nie zna żadnego języka, powstaje wielki brak językowy, który jest praktycznie nie do nadrobienia. Druga sprawa to doświadczenia innych państw europejskich. Do czasu Kongresu Mediolańskiego w 1880 roku język migowy głuchych był uznawany oficjalnie jako język mniejszości. Dzięki temu głusi mogli się swobodnie rozwijać. Co więcej, w XIX wieku było bardzo wielu wykształconych głuchych. Po Kongresie nie uznano tego języka jako oficjalnego i to, być może, spowodowało zastój i lekceważenie środowiska głuchych i ich języka.

- Jesteś polonistą, uczysz młodzież głuchą języka polskiego. Jak to robisz?

Grzegorz: - Nie jest mi łatwo, bo nie ma żadnych podręczników opracowanych pod kątem dwujęzycznej metody nauczania i zatwierdzonych przez Ministerstwo Edukacji. Czuję się osobą głuchą, choć mam implant. W kontakcie z głuchymi stale poznaję język migowy i próbuję go stosować na lekcjach. Ale przygotowanie się do nich jest bardzo trudne. Myślę, że trzeba jednak dążyć w tym kierunku, aby język migowy był uznany oficjalnie w szkolnictwie specjalnym. Dlaczego? W wyniku reformy wprowadzono obowiązkowe kwalifikacje z surdopedagogiki. Nauczyciele, którzy wykładają i uczą jakiegoś konkretnego przedmiotu, muszą więc dodatkowo uczyć się surdopedagogiki w ramach studium podyplomowego, bez względu na staż pracy. Wydaje mi się, że to nie tędy droga. Zamiast obowiązkowej surdopedagogiki lepszy byłby dla nauczycieli obowiązkowy kurs języka migowego. Wtedy kontakt pomiędzy nauczycielem i uczniem głuchym byłby autentyczny, pomagałby nauczycielowi lepiej zrozumieć ucznia, głębiej wniknąć w jego osobowość i wykorzystać wszystkie jego możliwości...

- Ale nauczyciele znają język migany...

Magda: Tak, język migany był wprowadzony po to, aby był lepszy kontakt między słyszącym nauczycielem a głuchym uczniem. Osobom słyszącym łatwo się go nauczyć, bo jest to dosłowny przekład mówionego języka polskiego na znaki migowe z dodatkiem końcówek, przyimków, spójników itd. Ten język jest więc dobry dla osób słyszących, późnoogłuchłych, słabosłyszących. Ale dla osoby głuchej nadal pozostaje on trudny w odbiorze i zrozumieniu. Drugim zadaniem języka miganego miało być ułatwienie głuchym nauki języka polskiego, jego pisowni i gramatyki. To jest logiczne: jeżeli nauczyciel mówi, pisze i miga w języku polskim miganym, gramatycznym, z końcówkami, to głusi przez stałe obcowanie z takim językiem na lekcjach mogliby się go nauczyć. A jednak...

Hania: Wydaje mi się, że nastąpiło tu pewne zamieszanie. Cel wprowadzenia języka miganego był dobry, ale nie ma wymiernych efektów. Głusi w znacznej większości nadal słabo piszą po polsku, robią różnego rodzaju błędy. Trzeba więc szukać innych dróg. Może upowszechnienie języka migowego i nauka języka polskiego jako obcego będzie właściwym rozwiązaniem?

Grzegorz: To wszystko jest jeszcze na etapie eksperymentu, badań, prób i błędów. Będziemy mogli mówić o sukcesie tylko wtedy, gdy przeciętne głuche dziecko (a nie tylko uzdolnione), będzie w stanie rozumieć teksty i prawidłowo wysławiać się w piśmie i w mowie. Na razie tylko zdolne i ambitne jednostki, chcące coś osiągnąć, migają i równocześnie umieją pisać, czytać, mówić mniej lub bardziej wyraźnie. Ale takich głuchych osób jest niewiele. Trzeba tu jeszcze podkreślić wielką rolę logopedii, a wydaje mi się, że dzieci głuche mają stanowczo za mało takich zajęć.

Rozmawiała Małgorzata Woźniakowska

 

 

 

 


PZG.ORG.PL | Działalność PZG | Placówki PZG | Prezydium ZGPZG | Komisje | About PZG |Świat Ciszy InformacjeKulturaTechnika | Opinie | Język migowy | Historia | Prawo | Media i linki | Archiwum | Galeria | Malarstwo | Fotografia | Rzeźba | Grafika komputerowa | | Forum | Ogłoszenia | Wideokonferencja | Księga gości | Kontakt


Polski Związek Głuchych 1999-2007 Wszelkie prawa zastrzeżone, wykorzystywanie jakichkolwiek elementów strony bez zezwolenia autorów jest zabronione. Najlepiej oglądać w Microsoft Internet Explorer >4.0, w rozdzielczości > 800/600.