|
Lepiej być razem Rozmowa z
sekretarzem ZG PZG, Józefem Hendzlem
NŚC: Podczas październikowego posiedzenia Zarządu Głównego PZG żywo dyskutowano o sytuacji Związku...
Józef Hendzel: Rzeczywiście. W drugim dniu obrad Zarządu Głównego miała miejsce dyskusja nad przyszłością Związku, jego kształtem w obecnych uwarunkowaniach społecznych i finansowych. Dyskusja ta była jednym z zaplanowanych punktów obrad Zarządu, a wprowadził w nią prezes ZG PZG Kazimierz Diehl, zapraszając do wymiany zdań i pomysłów.
NŚC: Czy właśnie wspomniane uwarunkowania zmuszają władze Związku do zastanowienia się nad jego przyszłością?
J.H.: Jest rzeczą znaną każdemu działaczowi, pracownikowi czy członkowi Związku, że w ciągu ostatnich lat Związek znalazł się w nowej sytuacji. Zwłaszcza bieżący rok jest przełomowy, bo wprowadzono w nim cztery wielkie, państwowe reformy. Do nich doszła - patrząc z punktu widzenia osób niepełnosprawnych i ich organizacji pozarządowych - „piąta reforma”, która miała miejsce w PFRON. Mam tu na myśli między innymi wprowadzenie decentralizacji decyzji, środków finansowych, przekazanie ich samorządom lokalnym, powołanie do życia PCPR-ów, czy wreszcie całkowitą zmianę tzw. procedur ubiegania się o środki finansowe z Funduszu.
NŚC: W jaki sposób reformy te wpływają na działalność Związku?
J.H.: Dla organizacji pozarządowych wprowadzone zostały wraz z tymi reformami dwie najważniejsze zmiany: poważna zmiana prawnych warunków współpracy organizacji pozarządowych z władzami publicznymi oraz zmiana zasad finansowania ze środków publicznych zadań wykonywanych przez te organizacje.
Za pierwszą kryje się przekazanie pokaźnej części dotychczasowych kompetencji władz centralnych (rządu i wojewodów) do nowych organów samorządowych - województw i powiatów. Za drugą zaś nowe zasady finansowania wprowadzone ustawą o finansach publicznych.
Reformy te - słuszne w założeniach - niestety nie zadziałały w sposób zadawalający od chwili ich wprowadzenia. Wszyscy znamy obecne problemy wynikające z wymieszania kompetencji, bałaganu proceduralnego, różnej interpretacji podstawowych przepisów, braku pieniędzy dla organizacji pozarządowych we władzach samorządowych, wydłużenia okresu oczekiwania na pomoc finansową PFRON itp. Te kłopoty i problemy siłą rzeczy miały wpływ na działalność organizacji pozarządowych w roku bieżącym. Odczuli to również działacze i pracownicy naszego Związku - często aż do bólu. Miejmy nadzieję, że ten rok - pierwszy we wdrażaniu reformy - miał prawo być, bądźmy wyrozumiali, ostatnim już okresem pewnego „bałaganu”.
Reasumując: przestajemy być państwem zarządzanym centralnie, stajemy się państwem zdecentralizowanym, państwem obywatelskim, w którym różne wspólnoty obywatelskie (w tym głównie struktury samorządu terytorialnego) posiadać będą prawo i możliwości podejmowania samoistnych decyzji na swoim szczeblu, a w tym - zarządzać zdecentralizowanymi publicznymi środkami finansowymi.
Takimi obywatelskimi wspólnotami są też organizacje pozarządowe. One - zgodnie z wprowadzoną w polskiej Konstytucji zasadą pomocniczości - winny wykonywać określone działania i zadania za państwo na rzecz członków swej wspólnoty. Państwo nie powinno wykonywać tych działań czy zadań, które mogą być wykonywane przez określone wspólnoty niższego szczebla. Realizacja konstytucyjnej zasady pomocniczości jest drogą do uczestnictwa obywateli w szeroko rozumianym rządzeniu i współodpowiedzialności za losy kraju, drogą do stworzenia państwa obywatelskiego i demokratycznego.
NŚC: Ostatnie miesiące pokazały jednak, że w praktyce organizacje pozarządowe mają coraz większe trudności
w zdobywaniu środków na te cele.
J.H.: Wiem, że wypowiedziałem duże słowa, że to są idee, a rzeczywistość, póki co, nam skrzypi, że idee idą swoją drogą, a życie - swoją. W moim osobistym odbiorze rzeczywistość rozwija się w odwrotnym kierunku. To urzędnicy państwowi i samorządowi, mając w ręku decyzje o przyznawaniu środków na zadania wykonywane przez organizacje pozarządowe, decydują w praktyce, czy będą one dofinansowane, a tym samym - realizowane. Od ich dobrej woli, rzadko wiedzy (bo są to ludzie spoza środowisk objętych działalnością danej organizacji pozarządowej) zależy, czy i które zadania będzie wykonywała dana organizacja. Jeszcze gorzej jest, gdy urzędy samorządowe przejmują obowiązki i zadania, jakie dotąd wykonywała organizacja na danym terenie, w swoim środowisku. Zwłaszcza, gdy do tych zadań zatrudnia (tak, tak - na etatach, czego „nie wolno” robić organizacjom pozarządowym) urzędników „z ulicy”.
Ale taki kierunek polityczny został nadany i my do nowych uwarunkowań z niego wynikających musimy się dostosować. My wszyscy. Indywidualnie, jako obywatele, a także zbiorowo jako wspólnota - czyli Polski Związek Głuchych. Inaczej - przejdziemy do historii.
NŚC: Jakie są w tym zakresie propozycje Zarządu Głównego?
J.H.: Zarząd Główny - to najwyższa władza Związku między krajowymi zjazdami. Już w przyszłym roku - rozpoczyna się kampania sprawozdawczo-wyborcza w kołach PZG. Czas rozpocząć dyskusję o przyszłości Związku. Dotychczasowa formuła Związku być może się wyczerpała. I choć podejmowane są w naszym Związku wielorakie decyzje dostosowujące podmioty związkowe do nowych uwarunkowań (likwidacja biur oddziałów PZG, usamodzielnienie placówek działalności merytorycznej Związku jako zakładów pracy, nowe zasady zatrudniania i wynagradzania w Związku itd.), to były to działania o charakterze administracyjnym i cząstkowym. Czas na dyskusję o generaliach, o programie Związku, o tym, jakim on ma być w najbliższej przyszłości, czy np. ma dźwigać ciężar prowadzenia wielu zadań publicznych w naszym środowisku, jeśli dziś nie jest w stanie tego robić - choćby z uwagi na brak środków finansowych?
Głosy i punkty widzenia zaprezentowane w czasie dyskusji były różne. Od skrajnych - zlikwidować Polski Związek Głuchych, a w jego miejsce „zezwolić” na powstawanie lokalnych stowarzyszeń, po utrzymanie Związku z ewentualną zmianą jego organizacyjnych struktur i dostosowanie jego statutowych zadań do obecnych możliwości organizacyjnych, kadrowych, a przede wszystkim - finansowych. Były to jednak - co wyżej zaznaczyłem - luźne, niewiążące wypowiedzi wywołane zapytaniem Prezesa ZG PZG. Główna dyskusja odbywać się będzie przecież w czasie kampanii sprawozdawczo - wyborczej PZG w najbliższym czasie.
NŚC: A Pana zdaniem, w jakim kierunku powinny pójść zmiany w Związku?
J.H.: Nie należę do lekarzy, którzy chcą uzdrowić chorego poprzez jego śmierć. Nie można bowiem mówić o zmianach, o restrukturyzacji Związku poprzez jego ...likwidację. Albo, albo. Na coś musimy się zdecydować. Osobiście jestem za głęboką reformą i restrukturyzacją Związku, nawet za zmianą jego nazwy, ale nie za jego likwidacją. Związek tworzył m.in. mój ojciec (w Lublinie), a ja w Związku spędziłem prawie całe swoje życie. Związałem się z nim emocjonalnie, najpierw działając społecznie w oddziale lubelskim, a później zawodowo w Zarządzie Głównym. Nie mnie więc głosować za likwidacją Związku. Uważam, że reformę Związku winniśmy rozpocząć od siebie, od swej mentalności i dotychczasowych przyzwyczajeń do tego, że oto Związek musi mieć monopol na wszystko, co dotyczy człowieka niesłyszącego. Do tego, że wszystko, co dotyczy niesłyszących, winno być „załatwiane” przez Związek, że Związek musi prowadzić tak szeroką działalność statutową, mimo iż nie ma obecnie ku temu warunków itp. Jestem za ograniczeniem struktur związkowych, decentralizacją kompetencji i obowiązków władz Związku, za ograniczeniem zadań i kompetencji wykonawczych Zarządu Głównego, a zwłaszcza jego biura, za tym by niektóre zadania publiczne (te, które winny być wykonywane przez władze publiczne lub ich jednostki) dotyczące pomocy, opieki, czy rehabilitacji niesłyszących były wykonywane poza Związkiem, jeżeli Związkowi nie zapewni się stabilnej pomocy finansowej na ich wykonywanie. Związek winien bardziej być - w przypadku posiadania skromnych środków - stowarzyszeniem o zawężonym programie zadań życia środowiskowego, dostosowanych do życzeń i możliwości (pamiętajmy o barierach) jego członków i podopiecznych. W ramach Związku dorośli niesłyszący winni korzystać z tych form działalności kulturalnej, artystycznej, oświatowej, edukacyjnej, turystycznej, towarzyskiej itp., niedostępnych im na co dzień poza Związkiem. Nadto Związek winien być podmiotem wyrażającym opinie, żądania, postulaty środowiska i ludzi niesłyszących w ich sprawach. Związek zatem winien działać w węższym zakresie niż dotąd, adekwatnie do posiadanych środków finansowych. Nie powinien zatem być monopolistą w zakresie wykonywania zadań, których nie jest w stanie wykonać. Dziś Związek często jest źle oceniany, bo nie działa tak i w takim zakresie jak dawniej. Odium złej oceny wynika z nieświadomości oceniających, że oto dziś Związek nie ma takich możliwości finansowych, jakie miał nie tak dawno. Myślę, że wcześniej czy później - Związek będzie takim stowarzyszeniem niesłyszących, jakich wiele jest na Zachodzie. Zmieni się jego formuła, model. Związek stać się winien stowarzyszeniem określonej liczby ludzi, wspólnotą, która chce coś zrobić dla siebie, dla swych członków wyręczając innych,
a nie „instytucją”, która musi brać na swoje barki każde zadanie, bo ono dotyczy człowieka niesłyszącego.
NŚC: Ta zła opinia, o której Pan wspomniał, wyrażana jest również przez tych, którzy uważają, że Związek nie pozwala na swobodne powstawanie innych stowarzyszeń osób niesłyszących...
J.H.: Nie wiem, skąd się bierze takie podejrzenie. Przecież praktycznie już od 10 lat każdy może zorganizować nowe stowarzyszenie. Wystarczy 15 osób tzw. komitetu założycielskiego, by powołać nową organizację pozarządową z osobowością prawną , a trzy - by powołać tzw. stowarzyszenie zwykłe, czyli m.in. bez tej osobowości. Zezwala na to prawo o stowarzyszeniach od 1989r. Jeśli więc ktoś chce utworzyć nową organizację - nie potrzeba mu żadnej zgody, ani zezwolenia naszego Związku. Związek może i ma prawo istnieć razem z innymi organizacjami środowiska ludzi z uszkodzonym słuchem. Zresztą w naszym kraju działa takich organizacji już kilkanaście.
NŚC: Niektórzy jednak chcą, żeby ich były setki. Czy wtedy środowisko nie stałoby się słabsze w dochodzeniu swych praw?
J.H.: No, właśnie. Pojawia się tu pytanie: czy potrzebna jest dziś taka ogólnopolska organizacja w naszym środowisku, jak PZG?
Jestem pewien, że tak. Taka organizacja jest potrzebna do reprezentowania naszego środowiska i jego problemów na szczeblu centralnym, ogólnopolskim, a także na forum międzynarodowym. Członkiem zwyczajnym Światowej Federacji Głuchych może być tylko tzw. organizacja narodowa, czyli właśnie ogólnokrajowa, a nie lokalna. „W jedności siła” to nie tylko slogan, to też - prawda. Społeczeństwo, władze centralne liczyć się będą z głosem, opinią, postulatami dużej, ogólnokrajowej reprezentacji. Wiem, że zwolennicy małych, lokalnych stowarzyszeń mają swoje argumenty: łatwiejszy dostęp do lokalnych władz samorządowych, własna osobowość prawna lokalnego stowarzyszenia itp. Ale tak naprawdę - „dostęp” do lokalnych władz i ich środków finansowych zależy praktycznie bardziej od aktywności ludzi, a nie struktury stowarzyszenia zaś osobowość prawną terenowej jednostce w naszym Związku można nadać uchwałą zbliżającego się Zjazdu Krajowego, dokonując pewnej - również na tym Zjeździe - restrukturyzacji Związku. Można by np. wprowadzić w Związku dwustopniową strukturę organizacyjną (Zarząd Główny i oddziały)
w miejsce dotychczasowej, trójstopniowej: Zarząd Główny, oddziały, koła. Wówczas co najmniej kilkadziesiąt dobrze pracujących kół PZG, nazwanych po Zjeździe - oddziałami, otrzymałoby osobowość prawną, o którą obecnie większe koła upominają się.
Jest wiele spraw i problemów naszego Związku, o których powinniśmy zacząć już dziś dyskutować, by odnaleźć się w nowej rzeczywistości. I właśnie taką pierwszą, wstępną dyskusją - była dyskusja w czasie obrad październikowego posiedzenia Zarządu Głównego zapoczątkowana przez Prezesa PZG. I tę moją wypowiedź proszę też potraktować jako zupełnie osobisty głos w dyskusji, z którym można się zgadzać lub nie, ale dyskutować trzeba.
NŚC: Dziękujemy za rozmowę.
Rozmowę przeprowadziliśmy w listopadzie 1999 roku
|
|