|
Dlaczego
przeciw? XIII
Kongres Światowej Federacji Głuchych w uchwalonej przez siebie
Rezolucji postanowił stanowczo potępić badania genetyczne zmierzające
do wyeliminowania ludzi głuchych z rasy ludzkiej. Taka deklaracja brzmi
bardzo radykalnie, wprost szokująco. Postanowiłam zatem uspokoić
wszystkich zainteresowanych, w tym potencjalnych adwersarzy w rodzącym
się nowym sporze, tym razem dotyczącym rzeczy tak zasadniczej jak
nasze „być albo nie być”. Być albo
nie być głuchym - oto jest pytanie. Albo problem, jeśli ktoś nie
umie na nie odpowiedzieć. Problemy są zazwyczaj tam, gdzie je chcemy
widzieć. A zatem, czy bycie głuchym jest problemem? Bycie głuchym
opisuje w Internecie niesłyszący Amerykanin Jim E.: „... musicie
zrozumieć nasze poczucie izolacji, udrękę i ból, jakie sprawiacie
nam swoim zachowaniem. Widzimy to w waszych oczach, w sposobach, w jaki
na nas patrzycie i z nami rozmawiacie, w tematach rozmów, jakie z nami
poruszacie, w sposobie, w jaki nas unikacie, także w tym, że nigdy do
nas nie dzwonicie, by zapytać, co u nas słychać, w tym, że zdajecie
się nigdy nie postrzegać nas jako zdolnych do przekazania wam jakiejś
wartości...” Jak łatwo zauważyć, słowa Jima skierowane są do
osób słyszących. Nie ma w nich skargi na świat ciszy, jest w nich żal
do tego drugiego świata o to, że traktuje Jima cokolwiek jak intruza.
Posłuchajmy innego głosu, tym razem z miejsca „zawieszonego między
światem głuchych a światem słyszących”: „...Teraz cały
świat uczy się różnych języków, poznaje różne kultury, aby
wzbogacić swoje doświadczenia. To niczemu nie przeszkadza. My wszyscy
doświadczamy tego samego z tą tylko różnicą, że jedni nie słyszą,
drudzy mają inny kolor skóry, a jeszcze inni mają inny kolor oczu
etc. Najważniejsza jest akceptacja, szacunek oraz to, by ludzie słyszący
zdawali sobie sprawę, że różnice pomiędzy nami nie grają roli. Bo
my wszyscy też jesteśmy zdolni, a inni też podlegają ograniczeniom.
Możemy nauczyć się różnych rzeczy, jeśli tylko chcemy. Miejcie
umysł i oczy szeroko otwarte, a pewnego dnia uzmysłowicie sobie, że różnice
nie są istotne.” Świat
ciszy nie jest idealny, lecz, jak można się przekonać, jest równie
ciekawy i bogaty, co ten drugi świat. Byłby z pewnością piękniejszy,
gdyby w tym drugim świecie (też nie idealnym) było trochę więcej
tolerancji. Prawda? Ale nikt nie ma ambicji, by nawracać ludzką naturę
w tym kierunku. Za to już od dawna uczeni (i nie tylko oni) starają się
stworzyć człowieka doskonałego: odpornego na wszelkie choroby,
starzenie się i zagrożenia cywilizacyjne. Podobno natura nas tak
zaprogramowała, abyśmy dożywali w zdrowiu 120 lat, ale że działamy
wbrew niej, zabijamy się dużo wcześniej. To znaczy, zabijają nas
m.in. choroby. Czy głuchota też jest chorobą? Czy można ją wyleczyć?
Czy umiera się od niej? Być może
głuchota jest chorobą dla tych, którzy stracili słuch w późnym
wieku na skutek różnych szkodliwych czynników. Niby podejmuje się różne
starania, aby ograniczyć otaczający nas wszędzie hałas, lecz nie
przynosi to chyba żadnych efektów. Na ulicach jest coraz większy ruch,
miejsca pracy są zazwyczaj wypełnione zgiełkiem, mieszaniną różnych
hałasów, produkuje się coraz to szczelniejsze słuchawki do walkmanów,
a dyskoteki z bum-bum-bum na 90 decybeli to coś normalnego dla współczesnego
nastolatka. Przeciętny słyszący człowiek nie potrafi już żyć w
ciszy, więc jeśli po tym całodniowym zgiełku wraca do swojego
zacisznego (z pozoru) mieszkania, to zaraz włącza telewizor lub jakąś
wieżę, aby tylko uciec od ciszy, a może po prostu po to, by zagłuszyć
hałasujących sąsiadów. Jeżeli utrata słuchu z powodu życia w hałasie
jest chorobą, to co robią specjaliści, aby ta choroba nie przytrafiała
się ludziom? Niewątpliwie
dla genetyków i innych specjalistów głuchota wrodzona lub wcześnie
nabyta również jest chorobą, skoro już od wielu lat starają się ją
wyeliminować u ludzi na nią „cierpiących”. Jak na razie -
z niezadowalającym skutkiem. Ale manipulacje genetyczne - to coś
nowego. Przydałoby się, aby uczeni pomajstrowali jeszcze w innych
genach i już będą o krok od „człowieka doskonałego”. Badania
genetyczne są cenne i potrzebne, jeśli w ich wyniku poszerzy się
nasza wiedza o człowieku, o różnorakich mechanizmach funkcjonowania
tego czy owego organu, jeśli będziemy wiedzieć więcej o powstawaniu
głuchoty. Jednak eksperymenty zmierzające do genetycznego eliminowania
głuchoty są moralnie podejrzane. Podważają sens istnienia ludzi głuchych,
którzy przecież sami nie uważają się za niepełnosprawnych, a
wprost przeciwnie - jesteśmy zdolni do samodzielnej egzystencji, do
wewnętrznego doskonalenia się, do wnoszenia swojego wkładu w kulturę
ogólnoludzką, w ogólnoludzki system wartości, w historię i sztukę,
do komunikowania się z innymi ludźmi na różne sposoby. Koniec XX
wieku upływa pod znakiem rewolucji informatycznej, która ma dla nas
niebagatelne znaczenie. Internet stwarza nam na całym świecie taką możliwość
przyjaznej i bezpośredniej wymiany komunikacji oraz zdobywania
informacji i wiedzy, jaka nie miała precedensu w historii. Sądzę, że
właśnie te moralne i społeczne przesłanki kierowały Światową
Federacją Głuchych, gdy na Kongresie w Brisbane opowiadała się
przeciw badaniom genetycznym, które mają na celu wyeliminowanie ludzi
głuchych. Myślę,
że nie powinniśmy się przejmować knowaniami genetyków. Większość
przypadków głuchoty ma podłoże inne niż genetyczne, więc „zagłada”
nam nie grozi. Cieszmy się życiem, uśmiechajmy się do ludzi. Słyszącym
chciałabym zadedykować głos aż z mroków przeszłości: „Przechodź
spokojnie przez hałas i pośpiech i pamiętaj, jaki spokój można
znaleźć w ciszy.” (cytat z Desideraty, anonimowego tekstu z 1692
r.). Lucyna Długołęcka |
|
|