|
Rok temu opisywałam na łamach "Świata Ciszy" warsztaty lingwistyki migowej w Nijmegen, na których byłam jednym z kilkudziesięciu uczestników przybyłych z całego świata. W roku 2007, a dokładnie w dniach 9-14 kwietnia, takie warsztaty odbyły się ponownie. Stąd ich obecna nazwa: CRSLR2 (Cross-Linguistic Sign Language Research 2).
Organizatorzy
Podobnie jak w zeszłym roku, warsztaty odbyły się w Instytucie Psycholingwistycznym Maxa Plancka. Pracowała tam Grupa Typologii Języków Migowych kierowana przez Ulrike Zeshan. W zeszłym roku grupa ta przeniosła się na Uniwersytet w Central Lancashire, gdzie prof. Zeshan wraz ze współpracownikami utworzyła Międzynarodowy Ośrodek Studiów nad Językami Migowymi i Nauki o Głuchych, w skrócie iSLanDS. Został on otworzony w styczniu tego roku.
Ośrodek ten jest rzeczywiście międzynarodowy. Badacze pochodzą z Niemiec, Indii, Chin, Wielkiej Brytanii, Korei i Ugandy. Prowadzą badania nie tylko ściśle językoznawcze, ale także w zakresie historii, kultury, edukacji, struktury społecznej i polityki społeczności Głuchych. iSLanDS jest jednym z tych modnych ostatnio ośrodków naukowych, które oferują studia na poziomie licencjackim, magisterskim i doktorskim w dziedzinie określanej krótko Deaf Studies.
To iSLanDS, we współpracy z Uniwersytetem w Lancashire i Instytutem Maxa Plancka był organizatorem warsztatów.
Uczestnicy
Podobnie jak w zeszłym roku organizatorzy ograniczyli liczbę uczestników do ok. 50, a pierwszeństwo miały osoby głuche, migające i z krajów rozwijających się. Organizatorzy szczególną wagę przykładali do umiejętności komunikowania się w języku migowym, ponieważ ze względu na ograniczone środki finansowe nie przewidywali angażowania tłumaczy. Chyba że uczestnik deklarował, że przywiezie tłumacza ze sobą na własny koszt. Mimo takich zastrzeżeń tłumaczenia nie udało się uniknąć: troje słyszących uczestników z Chin nie potrafiło komunikować się w międzynarodowym języku migowym (który był głównym językiem warsztatów, obok pisanej angielszczyzny). Również słysząca prelegentka z Mauritiusa, pracująca obecnie na Uniwersytecie w Dusseldorfie (Niemcy), potrzebowała tłumacza. W ochotnicze tłumaczenie zaangażowały się więc dwie osoby z komitetu organizacyjnego oraz tłumaczka pracująca na zeszłorocznych warsztatach, Lissa Zeviar – Kanadyjka studiująca translatorykę na Uniwersytecie w Amsterdamie. To profesjonalistka, mimo młodego wieku jedna z kilkorga najlepszych tłumaczy International Sign w Europie.
Uczestnicy pochodzili z pięciu kontynentów, z takich krajów, jak: Holandia, Niemcy, Hiszpania, Turcja, Irlandia, Anglia, USA, Kostaryka, Belgia, Izrael, Polska, Indie, Kanada, Brazylia, Uganda, Chiny, Bali, Korea i Arabia Saudyjska. To była prawdziwa mozaika kultur.
W przybliżeniu obecnie dwie trzecie uczestników (wobec trzech czwartych w 2006 r.) stanowili głusi, około połowę – doktoranci i doktorzy z uniwersyteckich wydziałów i instytutów językoznawczych. W drugiej połowie można było spotkać studentów podobnych kierunków, nauczycieli dzieci głuchych i tłumaczy języków migowych, a także dość pokaźną grupę osób zajmujących się w swoich krajach organizacją edukacji głuchych, współpracą z ministerstwami edukacji, związkami głuchych itp.
Życie społeczne i spostrzeżenia kulturowe
Paradoksalnie to nie języki, ale różnice kulturowe nas dzieliły. Chińczycy wychowali się w społeczeństwie silnie zhierarchizowanym, stąd egalitarnych Europejczyków raziła ich wyniosłość. Arabka nie pozowała do grupowych zdjęć, bo kultura i religia nie pozwalały jej na to. Hindusom Europa wydawała się wyjątkowo słabo zaludniona – ich metropolia Bombaj ma tyle mieszkańców, ile cała Holandia, a może nawet więcej, i ciągle kpili, że tu prawie ludzi nie ma, a już zwłaszcza ludzi głuchych. Brytyjczycy z kolei często zapominali, że językiem warsztatów nie jest BSL czy ASL, lecz IS. No cóż, to w końcu przedstawiciele dawnej potęgi kolonialnej.
Na szczęście obowiązywała polityczna poprawność i wszelkie tego typu kulturowe zderzenia funkcjonowały głównie w tonie żartobliwym. Zresztą wielu uczestników znało się ze sobą, ja również znałam około połowy z nich z poprzedniej edycji warsztatów, atmosfera była więc bardzo dobra, ponad wszystkim unosił się duch pasji naukowej i poznawczej oraz integracji.
Duża część uczestników zakwaterowała się w jednym z hoteli w najstarszej części miasta. Dzięki temu życie towarzyskie kwitło od śniadania. Po zajęciach chodziliśmy na kolację do pubu Bavaria, znajdującego się zresztą naprzeciw wspomnianego hotelu. Co ciekawe, kelnerzy tego pubu, mając często grupy konsumentów niesłyszących, nauczyli się migać. Nie biegle wprawdzie, ale znali słownictwo, które z powodzeniem wystarczało do bezproblemowego obsłużenia osoby głuchej. Oprócz tego złożyliśmy wizytę w Cafe Surdes - kawiarni dla głuchych. Sam fakt, że w mieście wielkości naszego Tarnowa jest taka kawiarnia, może być dla nas kuriozum.
O czym rozmawialiśmy? O wszystkim: o tym, czym się zajmujemy w swoich krajach, o sytuacji Głuchych w tych krajach, o nowych technologiach (w tym oczywiście o implantach), o tym, że w Europie zamyka się szkoły dla niesłyszących, o edukacji i dwujęzyczności, o zmianach społecznych i kulturowych zachodzących w danych społecznościach głuchych, o swoich pasjach i zainteresowaniach.
Jedno mnie szczególnie zastanowiło: dlaczego zarówno na warsztatach CLSLR1, jak i CLSLR2 brakowało przedstawicieli Skandynawii, która zawsze była liderem w sprawach dotyczących Głuchych? Ten fakt bardziej zastanawia niż nieobecność przedstawicieli naszej części Europy.
Warsztaty
Choć zajęcia miały typowo akademicki charakter (wykłady i ćwiczenia), to jednak organizatorzy kładli szczególny nacisk na słowo „warsztaty”, gdyż oczekiwali żywych dyskusji, i to w trakcie zajęć, a nie, jak to zwykle bywa, po zakończeniu referatu. W tym roku nie było problemów z dyscypliną czasową, ponieważ wszyscy referenci zostali uprzedzeni, że ich wystąpienia mają być pod względem czasowym tak opracowane, jakby w ich językach ojczystych trwały tylko 30 minut. Tymczasem każdy referent miał do dyspozycji półtorej godziny. Nadmiarowa godzina była właśnie przeznaczona na pytania z sali, dyskusje, uzgadnianie terminów i ogólnie wolniejsze miganie, gdyż praktycznie dla wszystkich International Sign był „językiem obcym”.
Zajęcia były bardzo ciekawe, choć nie tak rozbudowane jak w poprzedniej edycji. Schemat był jednak ten sam. Każdy dzień zaczynał się od jednego lub dwóch wykładów w sali konferencyjnej, a następnie do godziny 16.30 trwały warsztaty w grupach A, B i C (w osobnych salach).
W poniedziałek wielkanocny, przed oficjalnym rozpoczęciem warsztatów zorganizowano tzw. spotkanie przedwarsztatowe w sprawie terminologii językoznawczej w International Sign, adresowane głównie do referentów. Prowadził je Waldemar Schwager, świetny głuchy lingwista pracujący na uniwersytetach w Kolonii, w Central Lancashire i w Instytucie Maxa Plancka.
Konstrukcje posesywne i egzystencjalne w PJM
Właściwe zajęcia zaczęły się we wtorek. Ze względu na podział na grupy nie mogłam uczestniczyć we wszystkich, ale postaram się opisać te, w których brałam udział, oraz swój własny referat. Był on w programie już tego pierwszego dnia, zaraz po inauguracyjnym wstępie dokonanym przez organizatorów, dlatego zacznę właśnie od niego.
Referat pt. „Konstrukcje posesywne i egzystencjalne w Polskim Języku Migowym (PJM)” przygotowałam w oparciu o badania przeprowadzone w Warszawie, wspólnie z dr. Pawłem Kornackim z Instytutu Anglistyki UW.
Celem tych badań było znalezienie odpowiedzi na pytanie, jakie konstrukcje posesywne i egzystencjalne występują w PJM oraz czy pokrywają się one z podobnymi konstrukcjami w języku polskim i angielskim. Dlaczego chcieliśmy zbadać właśnie te konstrukcje? Inspiracją były dla nas duże międzynarodowe badania prowadzone w zeszłym roku przez zespół prof. Zeshan właśnie nad takimi konstrukcjami w różnych językach migowych świata.
Ponieważ były to badania o charakterze wycinkowym, przyczynkowym, nagraliśmy stosowne wypowiedzi tylko trzech osób: osoby natywnej (z dużej rodziny głuchych), osoby prawie natywnej (nauczyła się migać w szkole podstawowej) i osoby nienatywnej (nauczyła się migać w szkole średniej). Dwie osoby miały wyższe wykształcenie, jedna była studentką, wszystkie trzy bardzo dobrze znały język polski w piśmie i wszystkie były lektorami PJM. Taki właśnie dobór uczestników badań zaczyna się w lingwistyce migowej upowszechniać, gdyż pozwala uchwycić ewentualne niekonsekwencje i uchybienia językowe.
Wyniki tych badań nie były specjalnie zaskakujące. Oto najważniejsze z nich :
- zaimki dzierżawcze w PJM zapewne miały pierwotnie formę znaków wskazujących (i jest to obecnie forma oboczna), z czasem ewaluowały do znaków wywodzących się z pierwszych liter alfabetu palcowego stosownych polskich zaimków wskazujących (np. T od „twój”, J od „jego/jej”), a obecnie jest tendencja, by zaimki „mój”, „twój”, „jego/jej” oraz „ich” wyrażać za pomocą znaku o układzie litery T, znak „nasz” za pomocą układu litery N, a znak „wasz” – za pomocą litery W. Jak zauważyli słuchacze (zapewne słusznie) ma to związek z silną pozycją systemu językowo-migowego w naszym kraju;
- zaimki dzierżawcze w formie znaków wskazujących stosowane są szczególnie w odpowiedziach na pytanie „Czyje to jest?” lub celu podkreślenia przynależności danego przedmiotu, oraz w konstrukcjach typu „Córka mojego kuzyna ma troje dzieci”;
- zaimki dzierżawcze mogą być migane zarówno przed, jak i po określanym rzeczowniku (np. MÓJ DOM lub DOM MÓJ);
- w PJM nie istnieje znak o znaczeniu „należeć”. Konstrukcje typu „Ta parasolka należy do niej.” przekłada się na PJM z zastosowaniem zaimków dzierżawczych, np.: PARASOLKA TA [krótka pauza] JEJ.
- znaki o znaczeniu JEST/SĄ stosowane są tylko w celu wyrażenia z naciskiem, że da rzecz istnieje lub gdzieś się znajduje. Istnieją trzy różne znaki o tym znaczeniu i stosowane są zwykle na końcu zdania;
- znaki o znaczeniu NIE-MA, JUŻ-NIE-MA oraz NIE-BYŁO stosowane są po zaprzeczanym rzeczowniku, np. CZAS NIE-MA.
- składnia zdań egzystencjalnych (tzn. wyrażających istnienie danego stanu, rzeczy lub osoby) ma zwykle porządek OSV (dopełnienie – podmiot – orzeczenie), np. TU MIEJSCE LUDZIE NIE-MA.
Zebrany materiał opracowaliśmy w programie do analizy nagrań wypowiedzi w języku migowym ELAN, opracowanym przez Instytut Maxa Placka (jest dostępny bezpłatnie na stronach www Instytutu) oraz w piśmie migowym SignWriting.
Posesywność w Ugandyjskim Języku Migowym
Sam-Lutalo-Kiingi, badacz języków migowych z Ugandy, pracujący obecnie w zespole prof. Zeshan przedstawił referat o podobnej tematyce, mianowicie „Wyrażanie posesywności w Ugandyjskim Języku Migowym oraz w Tanzańskim Języku Migowym". Jak należało się spodziewać, posesywność ta wyrażana jest w zupełnie inny sposób niż w większości europejskich języków migowych. Przede wszystkim nie ma takiego wyraźnego rozróżnienia na znaki MIEĆ i BYĆ/ISTNIEĆ. Głusi w tych afrykańskich krajach tworzą konstrukcje typu „u mnie istnieje samochód” (czyli „Mam samochód” lub „Ten samochód należy do mnie”).
Internetowe studia w zakresie języka migowego w Brazylii
Marianne Rossi Stumpf, znana w Brazyli głucha działaczka, nauczycielka Brazylijskiego Języka Migowego (LIBRAS) oraz propagatorka SignWritingu (proszę wpisać jej nazwisko do wyszukiwarki Google w kategorii Grafika, a pokażą się dziesiątki stron zawierających teksty zapisane w LIBRAS przy użyciu SignWritingu) wystąpiła z referatem pt. „Pierwszy licencjacki program nauki Brazylijskiego Języka Migowego: edukacja przez internet na Universidade Federal de Santa Catarina”. Trzeba przyznać, że program ten robi wrażenie.
Brazylia jest bardzo ludnym krajem, ma 170 mln mieszkańców. Z tego 3,2% (ponad 5 mln 700 tys.) to niesłyszący i niedosłyszący. Z tej liczby 30% to głusi posługujący się językiem migowym.
To i tak spora grupa. Dlatego już w latach 2002 i 2005 LIBRAS został oficjalnie (ustawowo) uznany przez władze Brazylii.
Opracowany internetowy kurs LIBRAS trwa trzy lata i obejmuje takie moduły jak: wprowadzenie do wiedzy o językach migowych, językoznawstwo, językoznawcze aspekty LIBRAS I, językoznawcze aspekty LIBRAS II, SignWriting, edukacja dwujęzyczna, edukacja Głuchych, nauczanie LIBRAS (kurs kończący się uzyskaniem uprawnień do wykładania LIBRAS). Cała nauka kończy się egzaminem dającym przepustkę do uzyskaniem certyfikatu zaświadczającego o biegłej znajomości Brazylijskiego Języka Migowego oraz certyfikatu tłumacza LIBRAS. Cały ten bogaty program można obejrzeć na stronie www.libras.ufsc.br.
Język głuchych Żydów algierskich w Izraelu
Sara Lanesman z Uniwersytetu w Hajfie (Izrael) w bardzo interesujący sposób opowiedziała o języku migowym żydowskich Głuchych, którzy po latach spędzonych na emigracji w Algierii powrócili do Izraela. Był to jeden z najciekawszych referatów, dlatego postaram się go opisać w szczegółach.
Przed II wojną światową w kilku wioskach i miasteczkach w regionie M’zab w Algierii żyła diaspora Żydów, izolowana od społeczności islamskiej (żydowskie wsie i miasteczka były tam otoczone murami). W tej ograniczonej społeczności ludzie pobierali się między sobą, wybór małżonka spoza tej społeczności należał do rzadkości. W rezultacie w kilku miasteczkach znacząco wzrósł odsetek osób głuchych, osiągając poziom 2,5% (w Polsce głuchych jest ok. 0,15%). Głusi żyli blisko siebie, łatwo stworzyli swój własny język migowy, a że było ich stosunkowo wielu, języka tego nauczyło się również wielu słyszących.
Ta społeczność Żydów w Algierii była bardzo religijna i konserwatywna. Tylko słyszący chłopcy uczęszczali do szkół. Dziewczęta, zarówno głuche, jak i słyszące pozostawały w domu i wydawane były za mąż w bardzo młodym wieku. Głusi mieli zazwyczaj słyszących małżonków.
W latach 1940-1965 większość Żydów opuściła Algierię i wyemigrowała do nowo powstałego państwa Izrael. W Izraelu zaś społeczność Głuchych zaczęła się tworzyć we wczesnych latach 40. XX wieku – składała się ona z Żydów przybyłych z różnych stron świata, głównie z Niemiec, Polski, Ukrainy, Francji i Włoch. Przywozili oni ze sobą swoje języki migowe, one w Izraelu w naturalny sposób mieszały się i tak powstał Izraelski Język Migowy (ISL).
Jednakże żydowscy imigranci z Algierii nie integrowali się z Głuchymi przybyłymi z innych krajów. Zamykali się w swoich rodzinach, gdzie pielęgnowali swój algiersko-żydowski język migowy. Po pierwsze dlatego, że w porównaniu z przybyszami z Europy byli bardzo słabo wyedukowani i wstydzili się swojego „prymitywnego języka migowego”, „kulturowego zacofania” i braku wykształcenia. Czuli się także odrzucani przez ogólną społeczność Głuchych w Izraelu. Ich język nabył charakteru „sekretności”, był niezrozumiały i nieakceptowany przez pozostałych Głuchych.
Jednakże wielu Głuchych przybyłych z Algierii zawierało małżeństwa z Głuchymi pochodzącymi z innych krajów. Ci posługiwali się w domu ISL. W ten sposób algierscy głusi Żydzi zaczęli się powoli integrować ze pozostałymi członkami społeczności Głuchych i coraz słabiej znali język swoich rodziców. Głucha młodzież już prawie nie zna języka migowego z algierskich żydowskich wiosek, jest on obecnie żywy głównie wśród starszego pokolenia i ich słyszących dzieci i wnuków.
Język głuchych żydowskich osadników z Algierii zdaje się wymierać. Obecnie posługuje się nim tylko 300-400 Głuchych w Izraelu. Oni już nie wstydzą się tego języka, mają już świadomość, że trzeba podejmować wysiłki na rzecz jego zachowania. Temu celowi służy właśnie praca badawcza Sary Lanesman (ona sama urodziła się w Algierii) i jej współpracowniczki, dr Irit Meir. Ich celem jest opracowanie słownika, badanie kontekstu socjojęzykowego, w jakim ten język powstawał w Algierii oraz warunków umożliwiających jego przetrwanie w Izraelu.
Dotychczasowe wyniki badań porównawczych języków migowych algierskiego i izraelskiego wskazują, że słownictwo tego pierwszego jest zupełnie różne od słownictwa tego drugiego. Niektóre znaki algierskie są wspólne ze znakami używanymi w krajach arabskich. Jednak większość znaków nie ma żadnych powiązań z istniejącymi językami migowymi.
Język migowy na Mauritiusie
Kolejny referat, jakiemu się przysłuchiwałam, miał prowokujący i intrygujący zarazem tytuł: „Język migowy zagrożony wymarciem”. Wygłosiła go (po angielsku) dr Dany Adone, lingwistka narodowości mauritiańskiej, wykształcona w Niemczech, pracująca tamże oraz na Mauritiusie – rząd tego kraju uznał jej wysokie kompetencje i poprosił ją, by w swojej ojczyźnie włączyła się w organizowanie edukacji niesłyszących. Mauritius to nieduża wyspa położona 900 km na wschód od Madagaskaru.
Sytuacja na Mauritiusie nie wygląda wesoło. Mauritiański Język Migowy (MSL) rozwija się od kilkudziesięciu lat, w zasadzie od lat 70., kiedy powstał pierwszy, misyjny ośrodek dla głuchych. Wcześniej, owszem, głusi porozumiewali się między sobą znakami migowymi, ale były to rozproszone tzw. domowe języki migowe.
Od niedawna rząd jednak jest świadomy ważności MSL oraz światowych trendów w dziedzinie edukacji głuchych i chce zorganizować edukację „z prawdziwego zdarzenia”, dwujęzyczną, z MSL jako językiem wykładowym. Jednakże głusi na Mauritiusie paradoksalnie odrzucają MSL twierdząc, iż jest to subkod mauritiańskiego języka kreolskiego (języka, jakim posługuje się większość słyszącej części społeczeństwa, mimo że oficjalnym językiem państwa jest angielski). Przez całe lata uczyli się miganej angielszczyzny, a ponieważ język angielski ma większy prestiż niż język kreolski, głusi przenoszą ten prestiż także na migany angielski. Sądzą, że to znajomość angielskiego w piśmie oraz angielskiego miganego bądź ASL da im naprawdę szanse na pracę i osiągnięcie czegoś w życiu. Wszak, jak zresztą słusznie zauważają – cała wiedza jest zapisana w językach fonicznych, w szczególności w języku angielskim.
Do tej smutnej sytuacji dochodzi również konflikt pomiędzy głuchymi a słyszącymi. Słyszący nie dopuszczają migających głuchych do pracy w szkołach dla niesłyszących, w dodatku narzucają swoje zdanie w kwestii tego, które znaki są „obowiązujące”, a które nie. Brzmi nawet znajomo…
Sympozjum „Edukacja wyższa w krajach rozwijających się"
Środa została w całości poświęcona na sympozjum na temat edukacji głuchych na szczeblu wyższym, w szczególności omawiane było organizowanie uniwersytetu dla głuchych w Bombaju. Sympozjum firmowane było przez Deaf Empowerment Foundation - fundację utworzoną przez Ulrike Zeshan, Waldemara Schwagera i Sibaji Pandę.
Uniwersytet w Bombaju miałby być konkurentem Uniwersytetu Gallaudeta w Waszyngtonie, ale nowocześniej zorganizowany i znacznie tańszy, dla tych, których nie stać na drogie studia w USA. Oczywiście, przyjmowałby nie tylko głuchych Hindusów, których w Indiach jest zapewne kilka milionów, ale miałby charakter międzynarodowy i wykładowców z całego świata.
Uczestnicy sympozjum dyskutowali w trzech grupach, jak ten uniwersytet zorganizować, jak kraje rozwinięte mogłyby tu pomóc, włączyć się w tę organizację. Dużo czasu poświęcono na dyskutowanie o tym, jaki język powinien być językiem wykładowym. Czy indyjski język migowy, czy międzynarodowy język migowy, czy może ASL? Jeśli indyjski, to co ze studentami spoza Indii, a zwłaszcza co ze słyszącymi wykładowcami, którzy znają głównie języki migowe swoich krajów i międzynarodowy język migowy? A jeśli międzynarodowy migowy lub ASL, to co z tysiącami hinduskich studentów, którzy musieliby się któregoś z tych języków nauczyć, by móc studiować na uczelni – bądź co bądź ulokowanej w ich własnym kraju? Dyskusja była gorąca, niektórzy Głusi argumentowali, że International Sign nie pozwala na przekazywanie głębszych treści, bardziej skomplikowanych wywodów itp. (bo nie jest prawdziwym językiem). Wywołało to zdziwienie ze strony słyszących: czyż tutaj nie dyskutujemy w IS na wysokim poziomie?
Inny żywo dyskutowany problem dotyczył języka angielskiego, który w Indiach jest oficjalnie językiem pomocniczym. Jest to również język współczesnej nauki i biznesu, taka współczesna łacina. Wiadomo, że nie da się prowadzić studiów w oparciu o sam przekaz w języku migowym; nauka języka angielskiego, i to na dobrym poziomie, pozwalającym na czytanie literatury naukowej to wyzwanie, a zarazem konieczność. I tu kolejny problem, gdyż wielu głuchych kandydatów na studia zna dobrze jedynie język migowy swojego kraju. Wydaje się zatem, że poprzeczka zostanie ustawiona wysoko i głuchy kandydat na studenta uniwersytetu w Bombaju będzie musiał wykazać się wysoką kompetencją komunikacyjną i językową.
Clou progamu
Najciekawszy, najlepiej przygotowany referat okazał się pracą zespołu doktorantów z Uniwersytetu w Bilbao (Kraj Basków, Hiszpania), zaprezentowaną przez Brendana Costello. To słyszący badacz języków migowych, z pochodzenia Irlandczyk. Świetnie miga. Pisze pracę doktorską na temat „Język a modalność: efekty wykorzystywania przestrzeni w Hiszpańskim Języku Migowym (LSE)”.
Zaprezentowany referat poświęcony był jednak innemu zagadnieniu, mianowicie metodologii badań na niewielkiej populacji Głuchych - Głuchych z Kraju Basków. Metodologię tę opracował przede wszystkim w oparciu o koncepcję natywności: co to jest natywność, kto jest osobą natywną? Pomysł badań w tym zakresie zrodził się właśnie przy okazji badań prowadzonych w ramach doktoratu. Bo aby zbadać jakiś język, trzeba znaleźć osoby, które władają nim biegle. A z oceną biegłości może być problem…
Brendan Costello zna ten problem doskonale. Jego pierwszym językiem jest angielski. Hiszpańskim posługuje się od kilkunastu lat i włada nim swobodnie, jednak mimo to nadal popełnia w nim błędy językowe i po prostu nie czuje tego języka tak głęboko jak swój własny, angielski.
Problem natywności postanowił, wraz ze współpracownikami Javierem Fernandezem i Alazne Landą, zbadać na przykładzie społeczności Głuchych w Kraju Basków.
W badaniach nad językami migowymi często podkreśla się, że osoby migające były osobami natywnymi, tzw. native signers. Ale kim jest taka osoba? Czy musi mieć rodziców głuchych, czy wystarczy, że biegle miga od dzieciństwa? I dlaczego ta kwestia jest taka ważna? Ponieważ, jak twierdzą zwolennicy teorii Chomsky'ego, język, jakim posługuje się osoba natywna jest „prawdziwy”, „naturalny”, oparty na gramatyce uniwersalnej (wrodzonej), natomiast w przypadku osób nienatywnych dochodzą sytuacje zaburzające tę naturę, dochodzą wpływy języka pierwszego, braki w zakresie słownictwa itp.
Na potrzeby badań należało teraz opracować definicję „osoby natywnej”. Jaką opcję przyjąć? Najbezpieczniejsza, zdaniem Costello, to taka, gdy dana osoba jest w swojej rodzinie przedstawicielem trzeciej generacji głuchych i migających. Inaczej mówiąc, ma głuchych rodziców i głuchych dziadków, i wszyscy oni posługują się językiem migowym. Dodatkowe "zabezpieczenie" tej opcji: kontakt z językiem migowym przed trzecim rokiem życia, dobra intuicja językowa, codzienny kontakt z językiem migowym w ciągu ostatnich 10 lat. Taka jest najlepsza opcja, ale wiadomo, że takich wielopokoleniowych rodzin Głuchych jest bardzo mało. Niech więc chociaż będą to osoby mające rodziców głuchych i posługujące się językiem migowym na co dzień.
Jak znaleźć takich Głuchych? W literaturze badawczej powtarza się za wynikami amerykańskich badań, że 10% ogółu niesłyszących ma rodziców również niesłyszących. Należało zatem dowiedzieć się, ilu jest głuchych w Kraju Basków, i od tej liczby obliczyć 10%.
Zadanie nie okazało się łatwe, ponieważ różne źródła podawały różne dane dotyczące liczby niesłyszących w Kraju Basków. Ostatecznie autorzy badań przyjęli najniższy szacunek, tj. założyli, że w tym regionie mieszka 735 głuchych. Wyszło im, że do swoich badań powinni znaleźć ok. 73 osób. Tymczasem ledwo udało im się znaleźć 7 osób!
W takiej sytuacji przeprowadzenie badań na siedmioosobowej grupie niesłyszących nie miało większego sensu. Postanowiono więc włączyć do badań także osoby nienatywne. Spodziewano się, że zaobserwowane różnice powiedzą coś ciekawego o rozwoju języka, o przyswajaniu języka, o nabywaniu biegłości w posługiwaniu się językiem migowym. Ważne więc było nie tylko nagrywanie wypowiedzi Głuchych, ale także zebranie o nich danych socjolingwistycznych.
A co z owymi „mitycznymi” 10% głuchych mających rodziców głuchych? Zapewne to prawda, ale jedynie w odniesieniu do społeczności amerykańskiej i innych lokalnych społeczności ze specyficzną pulą genową i silną tradycją pobierania się głuchych między sobą.
W językach migowych można badać różne elementy i aspekty ich gramatyk. Zespół badaczy z Bilbao wybrał „wymianę ról”, czyli sytuację, gdy jedna osoba referuje, co mówiły dwie lub kilka rozmawiających osób. W LSE „wymiana ról” wyrażana jest odpowiednią mimiką twarzy, ukierunkowaniem spojrzenia, głowy, ramion, ciała oraz tzw. znacznikiem rzeczownikowym (np. gdy opowiadamy o Czerwonym Kapturku i Wilku, migamy znak CZERWONY-KAPTUREK za każdym razem, gdy referujemy, co powiedział lub uczynił, i ten znak to właśnie znacznik rzeczownikowy).
Tutaj postawiono pytanie: czy stopień natywności osoby migającej ma wpływ na to, w jaki sposób wyraża „wymianę ról”?
Dla celów prezentacji na warsztatach w Nijmegen badacze przygotowali przykład trzech typów natywności reprezentowanych przez trzy osoby:
Osoba nienatywna: Andrea - kobieta w wieku ok. 50 lat, ma rodziców słyszących, miga od wieku 16 lat, używa języka migowego w domu i w sytuacjach towarzyskich;
Osoba półnatywna: Klara – kobieta w wieku ok. 35 lat, ma rodziców słyszących, miga od wieku 11 lat, używa języka migowego w domu, w pracy, w sytuacjach towarzyskich;
Osoba natywna: Iratxe - dziewczyna w wieku ok. 16 lat, ma rodziców głuchych, miga od niemowlęctwa, używa języka migowego, w domu, w szkole i w sytuacjach towarzyskich.
Co się okazało? Andrea podkreślała „wymianę ról” bardzo wyraźną mimiką twarzy, ukierunkowankowaniem głowy, lecz prawie nie używała znaczników rzeczownikowych. „Wymiana ról” była miejscami niejasna. Ogólne wrażenie: język o widocznych cechach pantomimy. Język Klary był już bardziej skonwencjonalizowany, kobieta stosowała umiarkowaną ekspresję mimiczną, ukierunkowywała wzrok, głowę, ramiona i ciało, stosowała klasyfikatory i znaczniki rzeczownikowe, ale jakby w przypadkowy sposób. „Wymiana ról”, choć zaznaczana tak wyraźnie, nadal jednak nie była w pełni konsekwentna. Dopiero język Iratxe sprawiał wrażenie bardziej zgramatykalizowanego: subtelna, lecz wyrazista ekspresja mimiczna, niewielka przestrzeń migowa i oszczędne orientowanie ciała (zamiast ukierunkowywać ciało w jedną i drugą stronę dziewczyna ograniczała się do lekkiego odchylania ciała i ukierunkowywania głowy w dół i do góry), konsekwentne stosowanie znaczników rzeczownikowych. W jej wykonaniu „wymiana ról” była bardzo czytelna i pełna.
Do jakich wniosków doszli autorzy badań? Po pierwsze okazało się, że natywność nie jest taką prostą sprawą: albo ktoś jest natywny albo nie. Czarne albo białe. Pomiędzy osobą natywną a nienatywną jest cała skala szarości – różnych stopni natywności. Stopnie te w zaskakujący sposób odwzorowują rozwój języka (języka w ogóle, np. od języka domowych znaków do języka w pełni zgramatykalizowanego, lub też rozwój języka u dziecka). Pełna gramatykalizacja i idiomatyzacja, konsekwencja w stosowaniu reguł gramatycznych, klarowność przekazu - to cechy języka osób natywnych.
Drugi wniosek: do badań nad językiem migowym potrzebne są nie tylko dane czysto językowe, ale również wszelkie dane socjolingwistyczne: Kim jest osoba migająca? Czy jest głucha, niedosłysząca czy słysząca? Czy jej rodzice są głusi czy słyszący? Od ilu lat miga? Do jakiej szkoły uczęszczała? W jakich sytuacjach i jak często posługuje się językiem migowym? Jaki był typ wypowiedzi udzielonej na potrzeby badań (swobodna rozmowa, opowiadanie, rozmowa kierowana itp.), co było przedmiotem wypowiedzi lub rozmowy?
Do zbierania takich danych służy świetne bezpłatne oprogramowanie ECHO opracowane przez Instytut Psycholingwistyczny Maxa Plancka w Nijmegen.
Inne refetaty
Inne ciekawe wykłady, w jakich uczestniczyłam, to:
„Schizoglozja we Francuskim Języku Migowym Belgii” – autor, głuchy romanista i działacz EUD Thierry Haesenne przedstawił swego rodzaju rozwarstwienie języka używanego w Belgii. Belgia to mały kraj, ale używanych jest kilka dialektów języka migowego, a każdy z nich jest w naturalny sposób pełny i bogaty, obfituje w synonimy, co jest powodem narzekań ze strony tłumaczy i osób uczących się tego języka. Belgijski związek głuchych opracował więc przed kilkoma laty program ujednolicania słownictwa, ale z jakim skutkiem – łatwo nam to sobie wyobrazić, ponieważ w Polsce mamy bardzo podobną sytuację. Tak jak w Polsce niesłyszący myślą, że system językowo-migowy to „język dla mądrych”, tak głusi w Belgii sądzą, że te nowe, zunifikowane znaki są dla „elity głuchych”.
Ketut Kanta przedstawił konsekwencje obecności naukowców w „wiosce głuchych” na Bali (Indonezja). Ketut słyszy i ma słyszących rodziców, urodził się w Bengkali – balijskiej wiosce z dużym odsetkiem osób niesłyszących. W tej dość zamkniętej społeczności głusi i słyszący żyją wspólnie, nie ma podziału na „my i oni”, wszyscy potrafią migać, i także Ketut w naturalny sposób nauczył się migać, dzięki czemu obecnie pracuje jako konsultant językowy w Instytucie Maxa Plancka w Nijmegen. W Bengali nie ma „kultury Głuchych”, jest jedna wspólna kultura wiejska, głusi robią to samo co słyszący, nawet tańczą te same tańce i wygrywają na ludowych instrumentach te same rytmy. Język migowy tej wioski nazywa się kata kolok i jest już od lat przedmiotem wielu badań.
W ostatnim dniu, w sobotę, odbyły się warsztaty w zakresie obsługi programu ELAN. Wszyscy chętni uczestnicy mieli swoje laptopy, dzięki czemu nauka była znacznie efektywniejsza niż w zeszłym roku. Warsztaty prowadzili Waldemar Schwager i Kang-Suk Byun.
Program ELAN służy do językoznawczej obróbki klipów wideo. Każde nagrane zdanie w języku migowym sekwencjonowane jest w taki sposób, by możliwe były do uchwycenia wszelkie elementy występujące w danej wypowiedzi, to jest znak, układ ręki dominującej i niedominującej, ich ułożenie w przestrzeni, mimika twarzy, ukierunkowanie głowy, ewentualne pauzy, gesty i wokalizacje, a do tego tłumaczenie słów i zdań na język lokalny oraz język angielski. Parametry te można dowolnie dostosowywać w zależności od potrzeb badawczych. Tak opracowany klip można dalej przetwarzać, np. eksportować do bazy danych. Gdy taka baza danych jest duża, może pełnić namiastkę korpusu językowego, jaki w przypadku języków fonicznych wykorzystuje się do badań. Taki korpus można na różne sposoby przeszukiwać, np. by sprawdzić, jakie znaki są najczęściej używane, lub w jakich kontekstach występują wokalizacje.
CRSLR3
Organizatorzy zapowiedzieli już na przyszły rok kolejną edycję warsztatów lingwistyki migowej. Tym razem nie odbędą się one w Holandii, ale w zupełnie innym kraju. W jakim – tego jeszcze oni sami nie wiedzą, ale najprawdopodobniej nie będzie to kraj europejski.
Może kiedyś wyewoluuje z tych warsztatów„latający uniwersytet”?
(Lucyna Długołęcka)
|

Podczas zajęć

Wykład prof. Wu Ling z Chin z podwójnym tłumaczeniem (z chińskiego na
angielski i z angielskiego na na IS).

Podczas przerwy

Uczestnicy
fot. Shane Gilchrist Ó hEorpa
Wybrane przykłady konstrukcji egzystencjalnych i posesywnych w PJM
zapisane w SignWritingu.

to ich problem

tu nikogo nie ma

komputery są w pokoju nr 1

w tym pokoju są trzy komputery
|