Jan Siestrzyński - pedagog, litograf, lekarz

 Bogdan Szczepankowski

Taki napis widnieje na pomniku Jana Siestrzyńskiego, znajdującym się w Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Głuchych w Warszawie przy ul.Łuckiej 17/23, jednej z trzech placówek oświatowych dla niesłyszących, których jest patronem. Jan Siestrzyński, lekarz i nauczyciel, prekursor i twórca idei kształcenia zawodowego niesłyszących dzieci, będący w latach 1817-1821 nauczycielem w Instytucie Głuchoniemych w Warszawie zmarł 175 lat temu - 4 maja 1824 r. Rocznica jego śmierci jest okazją do przypomnienia tej niezwykłej postaci - człowieka, który mimo zaledwie niespełna 3 i półletniej pracy z niesłyszącymi dziećmi, po upływie ponad 100 lat od swej śmierci wywarł istotny wpływ na polską surdopedagogikę i surdologopedię.

Jan Siestrzyński urodził się 24 czerwca 1788 r. w Szczebrzeszynie. Ojciec jego - Kazimierz był pisarzem w dobrach ordynacji zamojskiej. Po jego śmierci, która nastąpiła we wczesnym dzieciństwie Jana Siestrzyńskiego, matka - Konstancja z Zawadzkich zamieszkała wraz z dwojgiem dzieci  u swej siostry - Tekli Dziewulskiej. Wkrótce młody Jan dzięki pomocy materialnej dalszej rodziny mógł rozpocząć naukę. W 1809 roku ukończył z wyróżnieniem gimnazjum w Zamościu, a następnie rozpoczął studia w Galicyjskim Instytucie Ekonomicznym we Lwowie. W tym samym roku jednak - po zawarciu 14 października 1809 r. pokoju w Schonbrunnie, w ramach którego Austria przekazała obwód zamojski w granice Księstwa Warszawskiego - Siestrzyński jako "cudzoziemiec" musiał opuścić Instytut. Udał się wówczas do Wiednia, gdzie w ciągu 3 lat, utrzymując się głównie z własnej pracy, studiował nauki medyczne. W 1813 roku otrzymał dyplom w zakresie chirurgii i akuszerii i został asystentem profesora J.W.Hildebrandta w wiedeńskim szpitalu powszechnym.

Pasją Siestrzyńskiego były zagadnienia mowy, czytania i pisania. Jeszcze jako uczeń zamojskiego gimnazjum, pomagając w czasie wakacji w nauce własnej siostrze, poczynił pewne istotne obserwacje. Zauważył on wówczas, że dziecko ma trudności w przejściu z sylabizowania do płynnego czytania. Kierując się wyłącznie intuicją i obserwacją opracował własną metodę nauki czytania bez sylabizowania. Obserwacje te pogłębił w czasie studiów i praktyki w szpitalu, nie tylko zapoznając się zawodowo z teorią i praktyką fizjologii mowy, lecz prowadząc z zamiłowaniem amatorską działalność dydaktyczną - wypróbowując i udoskonalając swoją metodę poprzez naukę czytania dzieci, dorosłych, a nawet ucząc cudzoziemców języka polskiego. W Wiedniu właśnie rozpoczął pracę nad swym dziełem "Teorya i mechanizm mowy", które w ówczesnym założeniu miało być poradnikiem metodycznym do nauki czytania i pisania. Już wówczas myślał - jak dowodzi jego korespondencja z tego okresu - o ogłoszeniu go drukiem.

W 1815 roku Siestrzyński, pracując jako lekarz w szpitalu, poznał księdza Jakuba Falkowskiego, który przyjechał do Wiednia wraz ze swymi trzema głuchoniemymi uczniami, aby przed założeniem szkoły dla niesłyszących w Warszawie zapoznać się bliżej z metodami stosowanymi w podobnych ośrodkach w innych krajach. Idea  uruchomienia w Warszawie szkoły dla niesłyszących dzieci całkowicie porwała Siestrzyńskiego. Widząc w niej możliwość prowadzenia dalszych badań i doświadczeń nad mową, jej fizjologią i patologią wynikającą z głuchoty, postanowił porzucić pracę lekarza i przenieść się do Warszawy, gdy Instytut już powstanie. Uzgodnił jednak z ks.Falkowskim, że dzieciom głuchym nie wystarczy sama nauka czytania i pisania - trzeba im stworzyć warunki do niezależności ekonomicznej, a więc nauczyć zawodu i to takiego, w którym będą mieli szansę osiągnięcia sukcesu zawodowego.

Duże zainteresowanie na Zachodzie budziła wówczas litografia - technika reprodukcyjna polegająca na wykorzystaniu specjalnej płyty z kamienia wapiennego, na którą nanosi się odbijany rysunek, wynaleziona w 1798 r. przez niemieckiego grafika czeskiego pochodzenia Alojzego Sennefeldera. Technika ta szybko rozpowszechniła się w wielu krajach europejskich, zwłaszcza w Niemczech, Austrii i Francji, w Polsce jednak była jeszcze zupełnie nieznana. Jan Siestrzyński, zachęcony i wsparty finansowo przez księcia Henryka Lubomirskiego, postanowił wprowadzić naukę tego interesującego zawodu w projektowanym kształceniu głuchych. Sztuka litografowania otoczona była jednak tajemnicą. Po kilku nieudanych próbach Janowi Siestrzyńskiemu udało się dostać do zakładu litograficznego Franciszka Weishaupta w Monachium, gdzie za cenę 200 marek niemieckich jako zwykły robotnik zaznajamiał się przez 5 miesięcy z tajnikami tego zawodu. Kiedy uznał, że poznał go w stopniu wystarczającym, powrócił do Wiednia. Na początku 1817 r. Siestrzyński otrzymał od Komisji Rządowej Wyznań Religijnych  i Oświecenia Publicznego wezwanie do pracy w nowo założonym przez księdza Falkowskiego Instytucie Głuchoniemych oraz 2000 złotych polskich na zakup odpowiedniego wyposażenia. Zamówił więc w Niemczech prasę litograficzną, kupił kamienie i wzory i rozpoczął pieszą podróż do Warszawy, zwiedzając po drodze zakłady dla głuchych w Linzu, Freisingu, Pradze i Wrocławiu. W szkołach tych obserwował poznaną wcześniej w Wiedniu technikę nauczania opartą na metodzie mimicznej. Tylko w szkołach w Berlinie i Lipsku spotkał się z metodą pracy dydaktycznej, polegającą na nauczaniu mowy ustnej w izolacji od języka migowego. Siestrzyński doszedł wówczas do przekonania, że nauczanie mowy dzieci głuchych jest możliwe i w wielu przypadkach daje pozytywne rezultaty. Myśl ta towarzyszyła Siestrzyńskiemu, gdy zgłosił się do pracy pod kierownictwem ks.Falkowskiego w Instytucie Głuchoniemych. W dniu 6 grudnia 1817 r. Jan Siestrzyński otrzymał od Komisji Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego nominację na etatowego nauczyciela warszawskiego Instytutu Głuchoniemych z roczną pensją 450 rubli srebrem i obowiązkiem nauczania w wymiarze 24 godzin tygodniowo.

Obejmując obowiązki nauczyciela w Instytucie, zajął się Siestrzyński urządzaniem pracowni litograficznej, lecz chociaż przywiózł ze sobą zapas wydobywanych w Bawarii kamieni litograficznych i niezbędny sprzęt - nie można było rozpocząć formalnej nauki zawodu, bowiem najważniejszy przyrząd - zamówiona prasa przybyła dopiero w roku następnym, a wobec braku odpowiedniego miejsca dla jej uruchomienia, dopiero w 1819 r. mogła dać pierwsze odbitki.

W Instytucie Głuchoniemych od początku jego powstania stosowana była w porozumiewaniu się i nauczaniu metoda, tworząca i wykorzystująca język migowy, którą ksiądz Falkowski uznał za najodpowiedniejszą. Plany Siestrzyńskiego związane z nauczaniem mowy dźwiękowej na wzór niemiecki okazały się nie do zrealizowania. Pozostała mu więc nauka zawodu litografa i cicha kontynuacja własnych badań nad mechanizmem mowy. Rozczarowany w swych wielkich nadziejach, gdy starania o wprowadzenie metody głosowej napotykały na zdecydowany opór rektora Instytutu, mimo iż pracownia litograficzna rozwijała się coraz lepiej - 13 kwietnia 1820 r. Jan Siestrzyński podał się do dymisji, gdyż - jak napisał w podaniu - jest "tamowany w użyciu swojego sposobu uczenia".

Komisja WRiOP spróbowała pojednać zwaśnione strony, podwyższając nawet o 150 rubli rocznie pensję Siestrzyńskiemu, nie na długo jednak, gdyż w niecały rok później - w marcu 1821 r. Jan Siestrzyński ponownie podaje się do dymisji i tym razem ją uzyskuje. Z odejściem Siestrzyńskiego przestaje także funkcjonować warsztat litograficzny.

Potrzeba zapewnienia środków utrzymania żonie i dwojgu dzieciom spowodowała, że Jan Siestrzyński zgłosił się do pracy w wojskowej służbie zdrowia, wracając do swego dawnego zawodu - lekarza. Otrzymał stanowisko lekarza batalionowego w randze kapitana w 7 Pułku Piechoty Liniowej Królestwa Kongresowego stacjonującym w Końskich. Stał się tam użyteczny nie tylko jako lekarz, lecz i jako pedagog, urządzając w pułku szkołę wzajemnego uczenia się według zmodyfikowanej przez siebie angielskiej metody Bella-Lancastra, w której to szkole kształciło się ponad 80 żołnierzy. Niestety po niecałych trzech latach tej działalności zapadł w czasie epidemii na tyfus i zmarł w dniu 4 maja 1824 r. w wieku niecałych 36 lat.

Jan Siestrzyński był lekarzem i pedagogiem, bardziej jednak chyba pedagogiem niż lekarzem, ta bowiem dziedzina wiedzy dominowała w jego ważnych życiowych decyzjach. Jeszcze w okresie młodzieńczym pomagał w nauce swej siostrze, będąc studentem medycyny zarabiał na utrzymanie korepetycjami i już wówczas pracował nad dziełem, mającym ułatwić naukę czytania i pisania. Jako lekarz i fizjolog był  w stanie wszechstronnie rozpatrywać zagadnienie mechanizmu mowy. Lingwista z zamiłowania, stał się polskim prekursorem nauczania mowy dzieci głuchych. Jego jedyne i największe dzieło rozpoczęte w Wiedniu, a rozbudowane i ukończone w Warszawie nosiło pełny tytuł:

Teorya i Mechanizm Mowy z zastosowaniem do Nauki czytania dla wszystkich, a do Nauki Wymawiania dla Głuchoniemych dzieci, z dodanemi oraz uwagami nad sposobem uczenia tychże, czyli Teorya z sposobem najłatwiejszym uczenia dzieci, tak mówiących, iako i Głuchoniemych, pisać i czytać razem w iak najkrótszym czasie, z uwagami oraz iakoby naturalna i najprościejsza droga w sposobie prowadzenia ostatnich wyśledzona bydź mogła przez Jana Siestrzyńskiego, byłego pierwszego Nauczyciela Instytutu Głuchoniemych w Warszawie.

Dzieło to, liczące blisko 600 stron rękopisu, niestety nie zachowało się w oryginale - uległo zniszczeniu w czasie II wojny światowej. Pozostał po nim jedynie wykonany w latach dwudziestych odpis z rękopisu, znajdujący się w bibliotece Wyższej Szkoły Pedagogiki Specjalnej w Warszawie oraz monograficzne opracowanie Tytusa Benniego Jana Siestrzyńskiego Teoria i mechanizm mowy wydane w 1920 r.

Praca Siestrzyńskiego składała się z dwóch wyraźnie rozdzielonych części - pierwszej poświęconej opracowanej przez autora dźwiękowej metodzie nauki czytania i pisania dzieci słyszących oraz drugiej, poświęconej nauczaniu mowy dźwiękowej dzieci głuchych. Dla polskiej surdopedagogiki znaczenie ma przede wszystkim druga część pracy Jana Siestrzyńskiego - ta, która odnosiła się do dzieci niesłyszących. Powstawała ona w 1820 r., w czasie pracy Jana Siestrzyńskiego w Instytucie Głuchoniemych. W Instytucie uczyło się wówczas od 5 uczniów w 1817 r. do 39 (w tym 14 dziewcząt) w 1821 r., gdy Jan Siestrzyński odchodził z Instytutu. Był on świadkiem narodzin polskiego języka migowego, który właśnie powstawał w Instytucie i liczył początkowo zaledwie kilkadziesiąt, później kilkaset znaków, a reguły gramatyczne tego języka były jeszcze w stadium początkowego kształtowania się. Rzeczywistość, z którą zetknął się w Instytucie, była odległa od jego początkowych wyobrażeń o nauczaniu głuchoniemych dzieci. Widocznym było, że przeżył bolesne rozczarowanie, skoro pisał o swych podopiecznych:

Niechaj głuchoniemy ... i lata przeżyje, przecież on zawsze, jak jego zachowanie uczy, dzieckiem tylko albo podobnem do człowieka zwierzem zostanie. Działa on tylko podług podobieństwa tego co widzi, a jednak nie rozumie. Właściwego rozumowania nie jest on jeszcze zdolnym, choćby i najliczniejszymi przedmiotami wzrok swój wzbogacał. On nie ma żadnego wyobrażenia, na które niema znaku. Najżywsze wrażenie zostanie tylko słabem czuciem dopóki dusza cechy nie wynajdzie a on zapomocą znaku wrażenie pamięci, przypomnieniu i rozumowi nie poleci. Gdyby kto stan głuchoniemego systematycznie z drugiemi porównywać chciał, wtedy możnaby powiedzieć: jest to najniższy stopień człowieczeństwa, gdzie człowiek po największej części zmysłowością się powoduje.

Pisząc jednak dalej:

Strata jednego, a może więcej zmysłów nie pozbawia człowieka jego natury ludzkiej. ... Czy nie okazało nam już tyle razy doświadczenie, że głuchoniemi, nie posiadając wychowania szkolnego, przez przykłady i obcowanie z ludźmi nabyli poloru, cnot towarzyskich i nawet nad zwyczajnych mówiących prostaków unieść się potrafią ...

dostrzega potencjalne możliwości niesłyszących dzieci i potrzebę prowadzenia działań dydaktycznych i wychowawczych.

Przystępując do pisania tej części swej pracy Jan Siestrzyński miał 32 lata i zaledwie 2-letnie doświadczenie w pracy dydaktycznej z niesłyszącymi dziećmi. Nic więc dziwnego, że korzystał także z doświadczeń innych specjalistów, głównie szkoły niemieckiej, której twórcą był Samuel Heinicke. Zwiedzając w 1817 r. szkoły dla głuchych, a będąc przecież lekarzem i fizjologiem, a także interesując się nauczaniem czytania i pisania, uznał, że oralna metoda Heinickego bardziej odpowiada jego wyobrażeniom i poglądom, chociaż podkreślał w swej pracy także szacunek i uznanie dla metody migowej księdza de l'Epée. Siestrzyński dysponował kilkoma przywiezionymi z Niemiec wydawnictwami, w tym wydaną w 1804 r. książką Ahlemanna o Instytucie Głuchoniemych w Berlinie oraz wydaną w 1811 r. książką Taubstummen Institut zu Berlin, nebstenier Abhandlung von der Zeichensprache der Taubstummen (Instytut Głuchoniemych w Berlinie wraz z rozprawą o mowie gestowej głuchoniemych), napisaną przez kontynuatora metody Heinickego (a także jego zięcia), Ernsta Adolfa Eschkego (1766-1811), założyciela szkoły dla dzieci niesłyszących w Berlinie. W swojej pracy Siestrzyński obficie cytuje poglądy Ahlemanna i Eschkego, którzy odrzucają całkowicie język migowy i utożsamia się częściowo z tymi poglądami, stawiając na pierwszym miejscu nauczanie mowy dźwiękowej. Równocześnie jednak doświadczenia własne skłaniają go do zaprezentowania szerszego poglądu, w którym stwierdza, że trzeba także pracować nad rozwojem języka migowego, wzbogacając go i stosując równolegle z mową. M.in. pisze on tak:

... daleko potrzebniejsze jeszcze i migi wszelkiego rodzaju, gdyż tu słowa te pisane można sobie jako bardzo obcy i głuchoniememu bardzo przeciwny język wystawić, którego tłumaczem pierwszy, tj. jego własny i rodowity, jakim są migi, koniecznie być musi. Bo z czemże on tu porównywać może te słowa, aby złączyły się z myślą jego? Czy z rzeczami? Zechcąż te tyle razy z ócz naszych znikające albo i niewidzialne na rozkaz nasz obecnie się stawić? Ze znakami więc, czyli migami koniecznie uczynić to wypada, potrzeba a zatem dlatego języki te jakoś pogodzić, połączyć i zjednoczyć między sobą. Potrzeba migi stosować do mowy, potrzeba, aby tyle znaków ile słów powstało, potrzeba a zatem w sztuce uciekać się koniecznie do sztuki było. Wszystkie te tu troiste znaki: alfabet ręczny, migi, pismo są tu koniecznie potrzebne1.

      Praca zawiera opracowany przez Siestrzyńskiego unikatowy manualny system wspomagania mówienia i odczytywania mowy z ust, który autor nazywa znakami ręczno-ustnymi - "unaoczniającymi od razu swym kształtem położenie narządu przy ich wytwarzaniu". Podobne próby wspomagania mowy dźwiękowej i jej odczytywania z ust były podejmowane w różnych krajach w okresie późniejszym, także i w Polsce. Niewątpliwie jednak Siestrzyński był prekursorem także i w tej dziedzinie, gdyby zatem jego praca została wówczas wydana, stałby się on w skali światowej pierwszym twórcą zasad wspomagania mowy przy pomocy znaków manualnych w nauczaniu niesłyszących dzieci.

Nie ze wszystkimi poglądami Jana Siestrzyńskiego zgadza się współczesna surdopedagogika. Chociaż jest on obecnie patronem trzech szkół dla niesłyszących w Polsce - w Krakowie, Wejherowie i Warszawie, którym stał się w zasadzie jako propagator nauczania mowy dźwiękowej, dziś pozostaje dla nas przede wszystkim pierwszym nauczycielem zawodu dzieci głuchych, człowiekiem, poszukującym niekonwencjonalnych rozwiązań w tym zakresie i pragnącym zapewnić osobom niesłyszącym możliwość samodzielnej egzystencji w ciekawym i rzadko spotykanym w owym czasie zawodzie litografa. 

  (NSC 5/1999)


PZG.ORG.PL | Działalność PZG | Placówki PZG | Prezydium ZGPZG | Komisje | About PZG |Świat Ciszy InformacjeKulturaTechnika | Opinie | Język migowy | Historia | Prawo | Media i linki | Archiwum | Galeria | Malarstwo | Fotografia | Rzeźba | Grafika komputerowa | | Forum | Ogłoszenia | Wideokonferencja | Księga gości | Kontakt


Polski Związek Głuchych 1999-2007 Wszelkie prawa zastrzeżone, wykorzystywanie jakichkolwiek elementów strony bez zezwolenia autorów jest zabronione. Najlepiej oglądać w Microsoft Internet Explorer >4.0, w rozdzielczości > 800/600.