|
Język migowy 
na początku istnienia Instytutu Głuchoniemych Tadeusz Adamiec
W 1836 roku w drukarni Piotra Baryckiego, mieszczącej się w Warszawie przy ulicy Podwal 521, wydrukowany został Pamiętnik o głuchoniemych i metodzie ich uczenia. Tudzież O tem wszystkiem co tylko do tego przedmiotu ściągać się może. Przez Wawrzyńca Wysockiego wydawany. Ta składająca się z dwóch tomików książka jest nieocenionym źródłem wiedzy o mowie migowej w czasach, gdy powstały na ziemiach polskich pierwsze szkoły dla głuchoniemych. W niej bowiem ówczesny rektor Warszawskiego Instytutu Głuchoniemych zawarł opis istoty języka migowego i stanowi ona aż do dzisiaj, obok mimicznego słownika ks. Hollaka i Jagodzińskiego, najpełniejszą charakterystykę tego języka, jakim posługiwali się głuchoniemi nauczyciele i uczniowie na Placu Trzech Krzyży. W rozdziale zatytułowanym:
O mowie czyli o giestach i migach głuchoniemych autor dał przykłady powstawania znaków, krótki opis gramatyki, opisy niektórych znaków i próbę tłumaczenia tekstów pisanych w języku polskim na mowę migową. Wawrzyniec Wysocki był uczniem ks. Jakuba Falkowskiego, nauczycielem głuchoniemych i następcą kierującym Instytutem po odejściu
księdza Rektora na emeryturę. Pisząc rozdziały Pamiętnika... korzystał z rękopisów założyciela Instytutu, który w swoich zamiarach miał stworzenie słownika migowego. Notatki ks. Falkowskiego były przechowywane w archiwum Instytutu, ale tragiczne lata rusyfikacji, I wojna światowa, a później spalenie całego gmachu po Powstaniu Warszawskim spowodowały, że zostały bezpowrotnie utracone. Dzisiaj możemy i musimy rekonstruować historię powstania Polskiego Języka Migowego z bardzo fragmentarycznych informacji.
Zanim przejdę do przedstawienia najważniejszych cech mowy migowej, jakie zawarł w swojej pracy Wawrzyniec Wysocki, chciałbym zwrócić uwagę na kilka znaczących faktów. Jednoznacznie wskazują one na to, że Pamiętnik... powstał pod dużym wpływem tego, co stworzył w Instytucie razem ze swoimi głuchoniemymi uczniami, a później nauczycielami, ks. Jakub Falkowski. Ten wniosek możemy odnieść szczególnie do rozdziału poświęconego mowie migowej, ponieważ nowy rektor po wyprawie do Niemiec skłaniał się w stronę metod oralnych, eliminujących język migowy. Prawdopodobnie było to podstawą konfliktu pomiędzy dawnym nauczycielem a jego uczniem. Dał temu wyraz W. Wysocki podczas pożegnalnej herbaty, przed wyjazdem ks. Rektora do Sejn, gdy ciesząc się z kończącej się opieki swego nauczyciela wyraźnie podochocony odezwał się: nie będzie dobrze w Instytucie, dopóki się zakład nie pozbędzie starych gratów.
Wraz z odejściem ks. Falkowskiego z funkcji rektora Instytutu skończyła się na Placu Trzech Krzyży złota epoka dla głuchoniemych, którzy wówczas mogli zakończyć swoją edukację jako nauczyciele. Do 1831 roku w gronie pedagogicznym wymienieni są Feliks Pęczarski, głuchoniemy, znany później malarz, który samego ks. Falkowskiego przy wykładzie mszy niedzielnej zastępował, kandydaci na nauczycieli:
P. Pełczyński i W Sierociński. Wśród nauczycieli rzemiosł wymienieni są Józef i Bartłomiej Murawscy, niekiedy występujący pod nazwiskiem Morawscy. Nigdy już przez cały XIX w. aż do dzisiaj głuchoniemi nie mieli tak mocnej,
pewnej drogi kariery i pozycji w gronie nauczycieli Instytutu, jak za czasów ks. Falkowskiego.
Konflikt o mowę migową pomiędzy ks. Jakubem Falkowskim a Janem Siestrzyńskim był tylko sporem o metody nauczania, a nie o opis języka migowego, jaki mogli obserwować wśród pierwszych uczniów Instytutu. Niezależnie od poglądów na język gestów, jaki rozwijał się w Instytucie, obydwaj antagoniści dostrzegali jego istnienie już w pierwszych latach działalności Instytutu.
W opisach życia i dzieła założyciela Instytutu, które wyszły spod pióra autorów mających dostęp do
XIX-wiecznego archiwum, są informacje, że wśród rękopisów przechowywane były zapoczątkowane jeszcze w Szczuczynie w 1816 roku zapisy poświęcone polskiemu językowi migowemu. Nieprzypadkowo stało
się to jeszcze w Szczuczynie, tuż po powrocie ks. Jakuba Falkowskiego z wyprawy do Wiednia. Tam bowiem kształcił się w nauczaniu głuchoniemych metodą migową i z tej podróży przywiózł bogatą literaturę francuską ks. Sicarda. W tej jednak wyprawie jest element szczególnie ważny i dotychczas pomijany. Nie wyruszył on sam, ale w towarzystwie trzech głuchoniemych chłopców. Razem podróżowali, razem cierpieli głód i niedostatek, z nimi powracał płynąc galerą z Krakowa do Warszawy. To wspólne życie połączone z pobytem i edukacją w Wiedniu było okresem, gdy poznawał on mowę migową swoich głuchoniemych podopiecznych. Zauważył on, że jego uczniowie nie są bez języka. W swoich uwagach dla opracowujących słownik mimiczny zalecał zbieranie znaków takich, jakie sobie sami głuchoniemi tworzą, a nie kierowanie się tylko zagranicznymi wzorami. Obcując codziennie z głuchoniemymi mógł obserwować jak tworzą oni swoje znaki, uczył się ich rozumieć, odkrywał zasady tworzenia migów i reguły gramatyczne mowy swoich wychowanków. To doświadczenie wzbogacił zatrudniając swoich uczniów jako nauczycieli i nie
kierował się tylko przykładem ks. Sicarda i jego ucznia Massieu. Wierzył w potęgę ludzkiego umysłu.
Zapewne to uczniowie wnosili do Instytutu swój domowy język znaków, tak jak to działo się w Paryżu i jak po dzień dzisiejszy dzieje się w większości szkół na świecie. Powstający i rozwijający się w Instytucie język migowy był pod stałym wpływem tej domowej mowy znaków powstającej na miarę potrzeb i możliwości głuchoniemych żyjących w izolacji. Te znaki niosły w sobie bezpośrednią zrozumiałość dla otaczającego głuchych słyszącego środowiska. Głuchonieme dziecko było rozumiane przez rodziców, rodzeństwo i sąsiadów. W 1800 roku bardzo dokładnie opisał to głuchoniemy Jean Massieu, który był jednym z najwybitniejszych nauczycieli i wychowawcą niezliczonych rzesz głuchoniemych. Rola powstania Instytutu dla rozwoju języka migowego jest niezaprzeczalna. Rozwój ten odbywał się też pod wielkim wpływem pierwszych słyszących
nauczycieli, którzy wyprowadzali swoich niesłyszących uczniów z ograniczeń domowego życia. Nie byli oni jednak twórcami języka migowego, jak sądziła większość współczesnych stykająca się sporadycznie z głuchoniemymi. To nie ks. Jakub Falkowski, to nie ks. de lEpee, byli twórcami języków migowych, ale ich uczniowie i społeczności głuchoniemych żyjące w Warszawie, w Paryżu i wielu innych miastach na wszystkich kontynentach. Ks. Falkowski przy zbieraniu znaków nakazywał kierować się tym, co tworzą sami głuchoniemi, a sam ks. de lEpee pisał, że mają jego uczniowie swój własny język i język francuski tylko tłumaczą sobie na mowę migową.
Głuchoniemy pisarz, żyjący w Paryżu w drugiej połowie XVIII w., Pierre Desloges pisał, że chociaż przed ks. de lEpee głuchoniemi żyjący w Paryżu nie byli tak wykształceni teologicznie to jednak mieli swój gramatyczny język migowy, w którym dyskutowali o wszystkich wiadomościach dotyczących najodleglejszych zakątków Francji i całego świata. Tak było w Paryżu. W początkach XIX w. Warszawa była niewielkim miastem, w którym społeczność głuchoniemych musiała być dużo mniejsza. Jednak istniała, a wraz z nią istniał język migowy.
Ks. Jakub Falkowski już w 1822 roku zatrudniał głuchoniemych rzemieślników, braci Murawskich lub Morawskich, a wśród uczniów miał dziewczynkę zapewne spokrewnioną z nimi, ponieważ miała to samo nazwisko. Na liście uczniów przy jej nazwisku mamy informację, że pochodziła z Warszawy.
Te trzy osoby pochodzące z Warszawy wskazują, że w Warszawie istniała spospołeczność głuchoniemych przed założeniem Instytutu i byli w niej ludzie biegli w swoim zawodzie skoro zatrudnieni zostali, aby uczyć innych tokarstwa i szewstwa. Uczyli oczywiście poprzez język migowy, który znali
i rozwijali jeszcze przed 1817 rokiem.
W źródłach historycznych z pierwszych lat XIX w. wszyscy autorzy, którzy charakteryzują język migowy głuchoniemych, zgodnie stwierdzają jego odrębność od języka polskiego. Tak twierdził ks. Jakub Falkowski, Jan Siestrzyński, mocno akcentowała w swojej książce poświęconej głuchoniemym Aleksandra Wolfgang i bardzo obszernie opisał Wawrzyniec Wysocki w 1836 roku. Pisał on: Pomimo tego, jak dotąd wiadomości z obcowania naszego z nimi (głuchoniemymi - T.A.) mowa ich migowa składa się z trzech części istotnych, które jej całość stanowią. Częściami temi są: Przedmiot - Przymiot - Wzgląd innych części nie daje się w niej postrzegać.... Tak, więc chociaż mowa migowa składa się tylko z trzech części, jednak takową w niej widzimy całość, jak w samym człowieku, to jest ciało, duszę i wzajemne ich połączenie. Gdyby mowa migowa tą drogą, którą jej sama natura wskazała, bez żadnych przeszkód kształconą była: doszłaby niezawodnie do wysokiego stopnia doskonałości..... Charakteryzował on również same znaki i pisał o nich, że: 1. Głowa, a nade wszystko twarz...jest to obraz pierwotny i najdoskonalszy, któregośmy z wielką bacznością i usilnością winni uważać, wiernie co się na nim odmaluje naśladować...wypada mieć pilny wzgląd na wszystkie jej części jako podrzędne, to jest: na czoło, brwi, powieki, oczy, nos, policzki, usta, brodę, na ich położenie, poruszenia, zarysy, kolor itp. Gdyż bez tego nigdy daleko nie można postąpić. 2. Ręce wraz ze wszystkimi swojemi częściami mają najrozleglejszy zakres w ich mowie; one są bowiem narzędziami służącymi do wyrażenia wszystkiego, co tylko znajduje się w świecie zmysłowym, równie jak twarz do wystawienia świata umysłowego.... Niestety na tych pozytywnych poglądach już na samym początku nauczania położył się cień dyskryminacji mowy migowej w imię wyższego, szlachetnego celu tj. przywrócenia głuchoniemych społeczeństwu. Dlatego jak pisał
W. Wysocki: Zważając przecież na to, kim są Głuchoniemi, gdzie żyją, i jaka ich w stosunku do innych ludzi liczba się znajduje, powinniśmy zawsze dążyć do tego, abyśmy sposobili ich do życia tej społeczności, w której zostają....Wyłącznie zatem mowę migową kształcić i doskonalić dla społeczności, która sama w sobie nigdy nie istnieje, byłoby rzeczą wcale bezużyteczną. Starać się tylko wypada, aby wszystkich dziwactw dotąd będących z niej się pozbyć. Obeznać tylko tych, którzy są z nimi w stosunkach np. Rodziców, krewnych, Majstrów itd.
Nieliczne są świadectwa opisujące mowę migową głuchoniemych w latach powstawania pierwszych szkół. Wskazują one jednak, że język migowy stworzyli sami głuchoniemi, że był on zasadniczo inny od języka polskiego.
Ks. Jakub Falkowski uczył się go od własnych uczniów. Odkrywał go, próbował wraz z innymi opisać, co stanowiło dla niego wielkie wyzwanie. To wyzwanie jest aktualne dzisiaj, niemniej możemy powtórzyć za pierwszymi nauczycielami, że język migowy był i jest niezaprzeczalnym świadectwem potęgi ludzkiego umysłu, a nie jak przez wiele lat próbowano sądzić świadectwem upośledzenia niesłyszących.
Jakub Falkowski (1775 - 1848) - filantrop i pedagog, pijar; założyciel i rektor (1817 - 1831) Instytutu Głuchoniemych w Warszawie na pl. Trzech Krzyży. Zwolennik metody mieszanej migowo-ustnej (francuskiej) w nauczaniu głuchoniemych.
Jan Siestrzyński (1788 - 1824) - lekarz, pedagog, litograf. Prekursor badań fonetycznych. Autor dzieła pt. Teorya języka i mechanizm mowy, w którym przedstawił wskazówki w odniesieniu do nauczania języka głuchoniemych. Był gorącym orędownikiem metody ustnej (niemieckiej) w nauczaniu głuchoniemych. W Instytucie Głuchoniemych w Warszawie zastosował po raz pierwszy w Polsce technikę litograficzną (1819).
Wawrzyniec Wysocki - drugi rektor świecki Instytutu Głuchoniemych w latach 1831 - 1837. Autor dzieła Pamietnik o głuchoniemych i metodzie ich uczenia.
Pierre Desloges - żyjący w drugiej połowie XVIII w. głuchoniemy pisarz, zafascynowany mową migową. Jako pierwszy wystąpił z polemiką wobec ataków na język migowy.
Ks. Ambroise Cucurron Sicard -
dyrektor Instytutu Głuchoniemych w Paryżu, następca ks. de lEpee, autor wielu prac poświęconych znakom migowym. XVIII / XIX w.
Jean Massieu - uczeń ks. Sicarda i nauczyciel w Instytucie w Paryżu, Wśród jego uczniów było wielu wybitnych głuchoniemych, którzy sami byli nauczycielami w wielu innych krajach. (NŚC
4/1999) |