|
Rozmowa z Helgą Stevens - prezes Europejskiej Unii Głuchych
Lucyna Długołęcka: Na walnym zgromadzeniu Europejskiej Unii Głuchych, które miało miejsce w Luksemburgu, w maju 2005 r., została pani wybrana na prezesa tej organizacji. Nasze gratulacje...
Helga Stevens: Dziękuję.
LD: Jaki, pani zdaniem, jest najważniejszy cel EUD?
HS: Najważniejszym celem jest wyrównywanie szans i praw wszystkich osób niesłyszących w stosunku do słyszących. Chodzi o to, by sytuacja głuchych nie była gorsza niż słyszących, by głusi i słyszący byli sobie równi. Jak to osiągnąć? Szanując osoby głuche, w tym uznając ich prawo do języka migowego i sam język migowy. To znaczy, trzeba wprowadzać nauczanie języka migowego do systemu edukacji oraz prawo do komunikowania się w tym języku, trzeba prowadzić dialog z rządem w sprawie języka migowego. Moim zdaniem (a jest to również zdanie EUD), język migowy to klucz do integracji, drzwi do społeczeństwa. Jeśli odrzucę język migowy, to napotkam barierę - stanę się inwalidą. Dlatego ważne jest uświadamianie, że język migowy jest równy innym językom, że równe powinny być również: edukacja, zatrudnienie, informacja i dzieci. Czyli najważniejsze są dwie sprawy - wyrównywanie szans i język migowy.
LD: Jak osiągnąć ten cel?
HS: Jest kilka sposobów. Po pierwsze, EUD pracuje na szczeblu Unii Europejskiej, to znaczy - prowadzi dialog z Parlamentem Europejskim i z Komisją Europejską, wymienia informacje, organizuje spotkania itd. Ważna jest dobra współpraca z parlamentem oraz z lokalnymi związkami głuchych, również wasz Polski Związek Głuchych powinien być w kontakcie z polskimi członkami parlamentu, spotykać się z nimi. Słowacy, Czesi i przedstawiciele innych krajów też odbywają spotkania z członkami Parlamentu Europejskiego. Ważne jest, by utrzymywać kontakt z członkami PE w celu wspierania praw głuchych do języka migowego, ponadto bardzo ważne jest, abyście lobbowali w polskim parlamencie oraz na różnych szczeblach samorządowych i rządowych i utrzymywali ważne kontakty z politykami i wymieniali informacje z innymi działaczami na temat tego, co można zrobić. Polski parlament może na przykład wymieniać doświadczenia z parlamentem słowackim i z nami. Jeśli oni mają coś pozytywnego, co podziwiacie, a u was tego nie ma, to możecie wskazywać na nich jako na wzór i pytać: jeśli oni to mają, czemu by i u nas tego nie zrobić? W podobny sposób mogą wymieniać informacje również głusi poprzez prywatne kontakty i spotkania. I to wszystko głusi powinni sami robić, a nie wysyłać słyszących. Oczywiście można wspólnie działać i jeździć na spotkania, ale nie w ten sposób, by pokazywać, że to słyszący są górą, a głusi są niżej w hierarchii. Sami głusi powinni być źródłem informacji. Źle jest, jeśli słyszący myślą, że głusi sami są niezdolni do niczego. Takie myślenie to błąd.
LD: Czy działania podejmowane przez EUD mają jakiś realny wpływ na polityków i instytucje europejskie?
HS: Tak, EUD ma taki wpływ, ale jest to bardzo trudno wykazać. To jest proces ukryty i rozłożony w czasie, nie można go teraz uchwycić i pokazać, ale ja sama widzę bardzo duży wpływ EUD na zmianę mentalności głuchych; zaczynają uważać, że mogą się równać ze słyszącymi. Uważam jednak, że trzeba dawać im możliwości. Źle będzie, jeśli głusi będą lekceważeni i odsuwani na boczny tor. Warto nawiązywać kontakty z osobami, które przekazywałyby wiedzę o tym, jakie zmiany u nich wprowadzono, jakie zmiany okazały się niemożliwe do przeprowadzenia, zastanawiać się nad rozwiązaniami, i integrować się. W Europie Wschodniej takie myślenie o głuchych nie jest jeszcze zbyt powszechne, Zachód ma tutaj więcej pozytywnych doświadczeń, choć także ma problemy. W Europie Wschodniej problemy są większe, ale sytuacja będzie się stopniowo poprawiać. Widoczny jest również wpływ dwóch rezolucji w sprawie języka migowego, przyjętych przez Parlament Europejski w 1988 i 1998 r. W tych rezolucjach Parlament mówi, że osoby głuche mają prawo do własnych języków migowych, że te języki migowe powinny być respektowane, oraz prosi, by członkowie UE uznawali języki migowe. Czyli nasza praca jednak ma wpływ na polityków, i to jest pozytywny przykład. Ale to nie znaczy, że na tym nasza praca się kończy. Ponadto, w latach 1996-97 prowadziliśmy duży europejski projekt poświęcony badaniom nad poszczególnymi językami migowymi, nad tym, jak osoby głuche używają języka migowego. To też był ważny krok, gdyż głusi zaczęli świadomie patrzeć na swój język i to, w jaki sposób się nim posługują. Zaczęli zauważać, że te znaki, które pokazują, ruch ciała, to jest właśnie język. Wcześniej, owszem, potrafili posługiwać się językiem migowym, ale nie zastanawiali się nad nim. Zaczęli zdawać sobie sprawę z tego, że mają pewne problemy, że napotykają bariery. Zaczęli więc myśleć o tym, jak te problemy rozwiązywać.
LD: Rozumiem. A jakie jest największe osiągnięcie EUD?
HS: To, o czym wspomniałam wcześniej - rezolucje z 1988 i 1998 r. oraz pozyskiwane fundusze i inne działania wzmacniające prestiż EUD. Staramy się również o dialog i wymianę informacji, o to, by Komisja Europejska nas respektowała. Dobry przykład to reprezentowanie głuchych. To jest ważne. Porównajmy: niewidomi, niepełnosprawni ruchowo i umysłowo mówią jednym głosem, tymczasem niesłyszący mówią wieloma głosami: głusi, niedosłyszący, rodzice dzieci z wadami słuchu, implantowani (tłumaczy języka migowego tu pomińmy) - wszystkie te grupy mówią "różnymi głosami". Może nie są to głosy sprzeczne, ale jednak mają te grupy różne poglądy. Niemiej jednak można przyjąć, że głusi i niedosłyszący mają wspólny cel, rodzice dzieci głuchych mają już inne poglądy, implantowani jeszcze inne - tworzą już osobną grupę; jak więc widać, jest pewne pomieszanie celów i punktów widzenia. I Komisja Europejska patrzy ze zdziwieniem na to pomieszanie. A ja chcę w sposób jasny reprezentować głuchych, szczególnie głuchych migających, gdyż ważny jest szacunek dla nich, dostęp do informacji, nawiązywanie kontaktów. EUD ma również swoje strony internetowe, na których udostępnia informacje. Tak, wiem, że te strony mogą czytać tylko ci, którzy znają angielski, a tłumaczenie kosztuje... ale to też sukces i uważam, że mimo wszystko EUD dobrze pracuje.
LD: Głusi od dawna walczą o swoje prawa. Można jednak zauważyć, że idą dwiema różnymi drogami. Jedna grupa idzie drogą mniejszości językowej i kulturowej, druga - drogą integracji ze słyszącymi. Którą z tych dróg idzie EUD?
HS: Dobre pytanie. Myślę, że wszyscy głusi chcą mieć swoje miejsce na tym świecie. I że są jakby dwie różne grupy głuchych, z których każda idzie w innym kierunku. Dla mnie to obojętne, czy osoba głucha miga, czy preferuje komunikację oralną, czy też korzysta z implantu. Wszyscy głusi chcą mieć na tym świecie swoje miejsce, wszyscy chcą być częścią społeczeństwa i wszyscy chcą mieć swoją tożsamość. To jest ważne. To znaczy, integracja wszystkich nie jest zła i z niej zrezygnować nie można. Ale spójrzmy, jak się różnimy. Implantowani chcą słyszeć i komunikować się oralnie. OK, to jest ich sprawa. Ja ich nie reprezentuję. Oni mają swoją własną organizację, Europejskie Stowarzyszenie Użytkowników Implantów Ślimakowych, i mnie nic do nich... Jeśli chodzi o osoby głuche i niemigające, to, jeśli nie oczekują wsparcia od nas, stowarzyszają się w organizacjach osób niedosłyszących, i ten ich wybór szanujemy. EUD skupia się na problemach osób migających oraz tych, którzy żyją w dwóch światach - w migającym świecie głuchych i w mówiącym świecie słyszących. I ten ich wybór również respektujemy i te osoby EUD również ma na uwadze. Jednak EUD przede wszystkim reprezentuje osoby posługujące się językiem migowym, licząc się przy tym z pozostałymi grupami niesłyszących. Głusi niemigający, niedosłyszący i implantowani mają mniej więcej wspólne cele, chcą na przykład, by w telewizji były napisy - i nad tym mogą razem pracować. My jednak tak samo chcemy mieć dostęp do informacji. Ale język migowy to nasza działka - tamci mogą z nami na tym polu współpracować, ale jeśli nie chcą to - ich sprawa. EUD już dawno zastanawiała się nad tą kwestią: czy głusi to mniejszość językowa czy grupa osób niepełnosprawnych. Dyskusję na ten temat skończyliśmy gdzieś w 1996 czy 1997, i teraz uważamy, że EUD powinien traktować głuchych zarówno jako mniejszość językową, jak i grupę niepełnosprawnych. Dlaczego to grupa niepełnosprawnych? Bo napotyka bariery w dostępie do informacji oraz bariery komunikacyjne, tak jak osoby w inny sposób niepełnosprawne również napotykają bariery. Ale społeczeństwo ma słabą wiedzę o tym, nie postrzega nas jako niepełnosprawnych. Tymczasem ludzie mają różne niepełnosprawności. Uważam, że, owszem, tzw. osoby niepełnosprawne tworzą grupę niepełnosprawnych, ale one słyszą i nie mają problemów w komunikowaniu się. Głusi zaś to mniejszość językowa, ma inny język, język migowy. Słyszący należący do mniejszości językowych mają podobne problemy w komunikowaniu się, napotykają bariery, czasem również spotykają się z dyskryminacją swojego języka. EUD ma zatem na uwadze głuchych, którzy mają problemy z komunikowaniem się, czyli praktycznie i tych integrujących się, jak i tych, którzy postrzegają siebie jako mniejszość językową.
LD: W wielu krajach zachodnich, a nawet w niektórych krajach rozwijających się języki migowe zostały oficjalnie uznane przez rządy tych krajów. Ale tylko kilka krajów Europy Środkowej uznało języki migowe, świadomość dwujęzyczności jest tutaj raczej niska. Wydaje się, że to jest problem. W jaki sposób EUD może nam tu pomóc, jakich rad udzielić?
HS: Mówi pani, że w Europie Środkowej nie jest pod tym względem za dobrze. Nie zgadzam się. Na Słowacji i w Czechach języki migowe zostały już uznane...
LD: Owszem, ale tylko tam. To mało, w porównaniu do krajów Zachodu...
HS: Ja myślę, że sytuacja w obu częściach Europy jest podobna, na przykład w Belgii ciągle jeszcze nie uznano języka migowego...
LD: Tak, ale w porównaniu do Europy Zachodniej u nas jest niska świadomość dwujęzyczności, język migowy nie jest uważany za osobny język... jak rozwiązać ten problem?
HS: No tak, racja. Słowacja i Czechy uznały swoje języki migowe, ale to nie znaczy, że wszystko jest już dobrze. To nie jest tak, że walczymy o uznanie języka migowego, a jak już do tego dochodzi, to w jeden dzień wszystko się zmienia. Trzeba dalej pracować, a nie spoczywać na laurach po osiągnięciu celu. Musicie więc walczyć w parlamencie, w rządzie i w swoim środowisku o uznanie języka migowego. Możecie korzystać z doświadczeń innych i pokazywać waszemu rządowi, jak jest gdzie indziej, a następnie starać się o środki i projekty na wdrożenie tego, co udało się zapisać w ustawach. Jeśli zostanie przyjęta ustawa o języku migowym, to trzeba pracować dalej, by ją wdrożyć. Ważne jest więc korzystanie z doświadczeń innych krajów Europy Środkowej. EUD utrzymuje kontakty ze wszystkimi krajami Europy. Niektóre z nich, np. Hiszpania czy Finlandia mają bogate doświadczenia, generalnie pewne kraje są do przodu, inne podążają za nimi. Nie we wszystkich krajach wszystko jest dobre, wszystkie mają jakieś problemy, we wszystkich są jakieś plusy i minusy, ale wszyscy możemy się od siebie uczyć. EUD wymienia doświadczenia również z krajami Europy Środkowej, zbiera je i udostępnia je wszystkim, w ten sposób działa się efektywnie i nie marnuje się czasu. Ja mam osobiste kontakty z członkami w poszczególnych krajach, zbieram informacje o ich sytuacji i przekazuję je innym. Przykład. Holandia i Belgia mają swoje programy kształcenia tłumaczy języków migowych. Inne kraje, w tym Polska, mogą się z nimi zapoznać, zainteresować nimi rząd, pokazać, co inni mają i powiedzieć, że chce się mieć to samo. Trzeba się więc zastanawiać nad problemami i sprawdzać, jak inni je rozwiązali.
LD: Osiągnęła pani wiele sukcesów, jest pani prawnikiem, została pani wybrana do Parlamentu Flandrii oraz na prezesa EUD. Komu zawdzięcza pani te sukcesy?
HS: Trudno powiedzieć... myślę, że należy się podziękowanie moim rodzicom, którzy mnie wspierali. Oni nie uważali, że osoba głucha jest kimś gorszym, że głuchota to coś złego...
LD. Czy rodzice migają?
HS: Nie, wychowywali mnie oralnie. Ale posłali mnie do szkoły dla głuchych, w której nauczyłam się migać. Jestem też dobra w językach, dobrze czytam z ust i dobrze rozumiem słowo pisane. Ponadto rodzice ukształtowali mnie na osobę silną wewnętrznie. Nie mieli w stosunku do mnie wysokich wymagań, lecz po prostu wspierali moje dążenia. Nie myśleli, że jestem "biednym głuchym dzieckiem", z którego nic dobrego nie będzie, nie "niańczyli" mnie. Ważne więc było dla mnie wsparcie, jakie otrzymywałam od rodziców i całej rodziny.
LD: A jak to jest, że ludzie słyszący głosowali na głuchą kandydatkę do Parlamentu Flandrii, że byli świadomi, że taka osoba może zostać wybrana do parlamentu? To dość niecodzienne wydarzenie...
HS: To nie było nagłe wydarzenie. W przeszłości pracowałam jako adwokat, w EUD, a także działałam w partii (Nieuw-Vlaamse Alliantie - Nowy Sojusz Flamandzki [przyp. ŚC]), zajmowałam się w niej problemami osób niepełnosprawnych i reprezentowałam głuchych. Pisano o mnie w gazetach, byłam znana ze swojej działalności. Partia zadała więc sobie pytanie: dlaczego ja nie miałabym kandydować do parlamentu? I już w 1999 kandydowałam do senatu. Wtedy nie zostałam wybrana, wiedziałam, że to się nie uda, ale pierwszy krok został zrobiony. Później startowałam w wyborach samorządowych w 2000 r., z tym samym skutkiem. Potem w 2003 znów się zastanawiałam, czy nie kandydować do parlamentu, czy mam jakieś szanse... i znów się nie udało. Ale nie zraziło mnie to. W 2004 r. były wybory do Parlamentu Flandrii, partia mnie bardzo wspierała, dostałam dobre miejsce na liście i udało się, zostałam wybrana. Czyli był to długi proces. Działałam w partii gdzieś od 1996 r...
LD: Interesujące doświadczenia...
HS: Tak, ale... z początku były pewne problemy, mianowicie z tłumaczeniem na język migowy. Miałam swojego tłumacza i sama musiałam mu płacić, a nie bardzo mogłam. Lokalny oddział partii też nie chciał płacić, gdyż uważał, że teraz powinien płacić parlament.
LD: Ale teraz już nie ma problemu?
HS: Nie, już nie. Otrzymuję od parlamentu rządowe środki na opłacenie tłumacza. I to jest właśnie przykład tego, jak pokonywać bariery. Trzeba działać, iść do przodu.
LD: Jest pani szczęśliwa?
HS: Tak, oczywiście. Gdybym nie była zadowolona z obranej drogi, poszłabym inną.
Rozmawiała Lucyna Długołęcka
|