Rozmowa z Bohdanem Głuszczakiem -
twórcą Pantomimy Olsztyńskiej

Jakie są, według Pana, różnice między osobami głuchymi i słyszącymi?

Zasadnicza różnica polega na tym, że osobom głuchym niedostępna jest cała sfera dźwięków. Jednak ta niedostępność dotyczy tylko sensów fabularnych i melodycznych, ale nie rytmicznych. Dopóki zabawom niesłyszących nie towarzyszyła muzyka, bo ich opiekunowie uważali, że nie ma takiej potrzeby, dopóty głusi muzyki nie słyszeli. Zaproponowałem kiedyś dyskotekę dla głuchych i wielkie było moje zdziwienie, kiedy nauczyciel skomentował mój pomysł słowami: "Ale po co? Przecież oni nie słyszą". Okazało się, że po 30 latach ten nauczyciel nie odkrył muzyki dla głuchych. To jest uparta nieświadomość, niewiedza, brak informacji o istocie człowieka głuchego. Dlaczego Niemen pisał 15 lat muzykę dla głuchych? Ponieważ uważał, że głusi jego muzykę szanują, a słyszący nie. Na mój jubileusz Niemen napisał muzykę tak, żeby głusi mogli ją usłyszeć. Kiedy skończył grać głusi pierwsi bili mu brawo.

Zdarzyło mi się tłumaczyć osobie głuchej co to znaczy niski i wysoki dźwięk. Powiedziałam wtedy, że niski dźwięk to tak jakby zrzucić ciężką książkę, a wysoki to jakby zarysować styropianem po szybie. I to zostało zrozumiane, to było jasne.

...ależ oczywiście.... poza tym nie ma, tak zwanego 100% niesłyszenia. Zakłada się, że głuchym jest ten człowiek, który nie słyszy mowy. Jednak całe bogactwo sfery dźwięków jest przez głuchych słyszalne, wyczuwalne, oni są w tym dźwięku obecni. Głuchy powie, że muzyka łaskocze go w brzuch albo że czuje drgania na głowie, w rękach, w nogach, a tańcząc na zabawie rozróżni walca od rock and rolla i rapu poprzez wyczucie rytmu.

Co wobec tego, według Pana, jest powodem takiego głębokiego niezrozumienia głuchych przez słyszących?

Wydaję się, że słyszący nie rozpatrują całej sfery życia emocjonalnego głuchych. Na dobrą sprawę, nie jesteśmy w stanie zrozumieć w jakich kategoriach oni jeszcze myślą, jak oni kojarzą pojęcia, jak oni dochodzą do tych skojarzeń. Możemy się jedynie domyślać. Wobec czego ja po pierwsze twierdzę, że nauczycielami głuchych powinny być osoby pochodzące z rodzin głuchych, ponieważ my wychowani w środowisku słyszących nie jesteśmy w stanie ich do końca zrozumieć. Nawet ja po 40 latach pracy z osobami głuchymi, nie zawsze wiem, co oni myślą i jak kojarzą.

Prawdopodobnie to działa również w drugą stronę, że głusi po 40 latach życia wśród słyszących też nie zawsze mogą wiedzieć jak my myślimy.

Głuchy określa słyszącego często jako tego, który jest fałszywy, który kłamie. Prawdopodobnie wynika to z charakteru języka polskiego, w którym często występują słowa typu: "może", "ostatecznie", "gdybyśmy"... Głuchy w takich sytuacjach powie: "to mam pracować czy nie mam pracować, dobre czy złe, ładne czy brzydkie".

Kolejny raz, poprzez swoje wypowiedzi, potwierdził Pan, jak dobrze zna Pan głuchych. Wie pan jak on myślą, jak funkcjonują w języku...

Głusi musieli całą sferę swoich uczuć przekazać na scenie. Dla nich twarz była maską, tak jak w teatrze w Grecji 2,5 tysiąca lat temu, czy w innych teatrach, gdzie aktor nakładał maskę. Tak samo w pantomimie następowało nakładanie maski.

Od jakiegoś czasu toczy się dyskusja na temat porozumiewania się głuchych. Są dwa stanowiska: jedni chcą, żeby głusi mówili, drudzy natomiast przyznają im prawo do języka migowego lub używania obu języków łącznie.

Język migowy wszedł już do kanonu języków wobec tego dyskusja o czymkolwiek jest zbędna. Powiedzmy sobie szczerze, że hasło pani Grzegorzewskiej "uczłowieczyć", z którym się zetknąłem bezpośrednio i cała metoda profesor Grzegorzewskiej powinny być już dawno zapomniane jako sposób zastosowania. Ja nie neguję tego, co profesor Grzegorzewska zrobiła i dokonała . Jednak wszystko co w tej sprawie zostało powiedziane, zostało już podważone przez większość. Grzegorzewska podała hasło "uczłowieczyć za wszelką cenę przy użyciu wszystkich możliwych środków". Uczłowieczenie polegało na tym, że pierwszą sprawą było nauczyć ich mówić i wyeliminować język migowy z życia głuchych.

A Pan potrafi migać, prawda? Jak nauczył się Pan języka migowego?

Przede wszystkim uczyłem się będąc z nimi, ale na dobrą sprawę nigdy tak do końca nie nauczyłem się języka migowego. Porozumiewałem się z nimi posiłkując się znakiem, oczywiście często też alfabetem palcowym. Rozumieliśmy się i to jest najważniejsze.

W jakim stopniu korzystał Pan z doświadczeń innych w swojej pracy artystycznej z głuchymi?

Czasami myślę, że miałem szczęście, że podejmując, tak zwaną dość dziewiczą pracę artystyczną opierałem się tylko na wiedzy teatralnej. Podszedłem do tego normalnie. Pokazałem Przybylskiemu, dyrektorowi filharmonii, przedstawienie "Kaprysy" i zaczęliśmy szukać do tego muzyki. Równocześnie zastanawiałem się czy nie można by wprowadzić muzyki mechanicznej, już napisanej, stworzonej... i wzięliśmy utwór Pendereckiego "Pasję". Okazało się, ze ten utwór pasuje do przedstawienia, i że dzięki niemu cały spektakl zmienił sens, charakter. Emocje zawarte w muzyce udzieliły się aktorom. Głusi aktorzy zaczynali się zgodnie z tą muzyką poruszać, kończyć frazy... Skoro to zostało odkryte, to znaczy, że to w nich było. A ja tylko stworzyłem warunki do tego odkrycia. To wszystko działo się wówczas, gdy zakładano, że muzyka głuchym nie jest potrzebna, ponieważ oni jej nie słyszą...

Co obecnie dzieje się z "Olsztyńską Pantomimą"?

Obecnie spotykają się dość rzadko i nie mają ustabilizowanego programu działania. Ale teraz jest inny czas, inni ludzie... Podejmowane są działania raczej natury integracyjnej i jest to praca od początku. Pantomima nie ma już tego wymiaru teatru stacjonarnego. Tamta pantomima umarła w 1991 roku wraz z zejściem starego repertuaru i starych aktorów. To były wielkie widowiska, robione na scenie teatru Jaracza.

Od czego zaczynał Pan pracę z głuchymi. Jakie były pierwsze trudności, na czym polegało przełamywanie lodów?

Nie powiedziałbym, że praca z głuchymi polegała na przełamywaniu lodów. Zaczęło się od nawiązania kontaktu z Mirkiem i Tadeuszem Ostaszkiewiczami, z których jeden był słyszący, a drugi niesłyszący i oni pełnili funkcje pośredników. Mnie interesował teatr, więc postanowiłem robić teatr bez stosowania specjalnych metod.. Tyle, że aktorami byli głusi. W związku z tym nie przyjmowałem żadnej taryfy ulgowej. Nie uważałem głuchych za upośledzonych, czy kalekich. To byli dla mnie zawsze normalni ludzie, z którymi zacząłem robić teatr.

Jaką receptę na życie chciałby pan przekazać czytelnikom "Świata Ciszy"?

Powiedziałbym tak: tańczcie, malujcie, śpiewajcie, róbcie teatr, poznawajcie świat od tej strony duchowej, twórzcie z tego swoje własne obrazy, pokazujcie swój własny świat i własne rozumienie tego świata.

Dziękujemy za rozmowę.

Dziękuję

Rozmawiały: Iwona Grzesiak, Milena Chrzanowska


 

Bohdan Głuszczak - reżyser, autor scenariuszy i choreograf spektakli Pantomimy Olsztyńskiej.